Reklama

Poczytaj mi, proszę

Na świecie działa ich kilkadziesiąt. Nazywają się bibliotekami podwórkowymi, bibliotekami polowymi, bibliotekami u progu drzwi czy bibliotekami pod latarnią. Choć mają różne nazwy, mają ten sam podstawowy cel: pokazać ubogim, opuszczonym dzieciom świat książki i zachęcić je do czytania

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Warszawska Praga uchodząca w mieście za zakazaną dzielnicę. Ulica Targowa. Przedwojenny kwartał kamienic, które przez ponad pół wieku nie były remontowane. Kilka ciemnych, przytłaczających podwórek studni przechodzących jedno w drugie, przylegających do hałaśliwej ulicy i nasypu kolejowego. Odrapane ściany kilkupiętrowych domów, bardziej zniszczone przemijającym czasem niż dewastacją. Dach jednej z kamieniczek porasta mech. Na opuszczonym balkonie rośnie samosiejka brzozy. Mimo zaniedbania podwórka są czyste. Na jednym z nich kołysze się samotna huśtawka. Miarowo, niczym wahadło, odmierza kolejne pokolenia naznaczonych ubóstwem rodzin. Z trudnymi życiorysami, często ostemplowanymi więzieniem, domem dziecka czy poprawczakiem.
W bramie jednego z podwórek codzienny gwar w niecodziennym otoczeniu. Na zielonych plandekach leżą różnobarwne koce i mnóstwo kolorowych książek. Nowych. Z pięknymi rysunkami. Pachną tak, że aż chce się je wąchać. Dotykać. Czytać. Wejść w opowieści bohaterów. W dramaty, które zawsze dobrze się kończą. W ich miłości, przyjaźnie. W ich dobry świat. Wkrótce są już na wyciągnięcie ręki całej gromadki dzieciaków w wieku od kilku do kilkunastu lat. Dziewczynki i chłopcy. Schludnie ubrani. Miejscowi i z okolicznych kamienic. Witają wolontariuszki, które przyszły do nich z książkami, aby wprowadzać w światy, od jakich dalekie są ich rodzinne domy. Gdzie bieda i awantury zmuszają nawet dzieci do myślenia z niepokojem o następnym dniu.
Tym razem „na bibliotekę” w sobotnie przedpołudnie przyszło kilkanaścioro dzieciaków. Wśród nich czteroletnia Anielka i jej dwaj starsi bracia. Obaj już chodzą do szkoły. Są też Zosia i Marysia ze śladami lakieru na paznokciach - to prawie nastolatki. Staś i Krzyś, trzymający w rękach karabiny takie jak w filmie „Parszywa dwunastka”, skończyli już dziesięć lat. Pozostali podobnie. Na ogół wychowuje ich ulica. Czasem telewizor. Rodzice ciężko pracujący, zwykle na czarno, wracają do domów wieczorem. Rzadko kiedy z radością. Częściej zdenerwowani. Inni - nie pracują. Niekiedy pijani z „tej biedy”. Pociechy wychowują więc babcie, wujkowie, sąsiadki. Niedopilnowane, mają na ogół problemy w szkole. Nierzadko zimują w kolejnej klasie.

Są zaskakująco otwarte

W sobotnie przedpołudnie na spotkanie z dziećmi przychodzą wolontariuszki „biblioteki podwórkowej”: Agata, Agnieszka, Ania i Kamila - absolwentka Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Matka trojga dzieci. Ma dziesięcioletnie doświadczenie w wychowywaniu własnych dzieci. - Swoje zaangażowanie rozumiałam jako niesienie kaganka oświaty, co wkrótce zweryfikowało życie - opowiada Kamila. - To znaczy, że trudno jest w ciągu półtoragodzinnego spotkania skupić uwagę licznej grupy dzieciaków na tekście. Szybko okazało się, że najlepiej sprawdzają się książki typu komiksowego, z dużą liczbą ilustracji i krótkim tekstem. Na szczęście, dzięki pasjonatom z małych wydawnictw dostępne są na rynku, obok skomercjalizowanej i infantylnej książki masowej, również artystyczne książki obrazowe, które uwrażliwiają dzieci i otwierają ich wyobraźnię. Szybko przekonałam się, że książka może pełnić rolę nie tylko edukacyjną, ale może też być bazą do rozmowy. Nierzadko ciekawej i trudnej. Dzieci są zaskakująco otwarte, dzielą się w sposób naturalny swymi często pogmatwanymi losami, doświadczeniami. Ciekawią mnie też ich bardzo różne usposobienia i relacje towarzyskie. Często zastanawiamy się potem, już we własnym gronie, nad ich zachowaniami. Martwią nas nie tylko ich luki edukacyjne, ale także emocjonalne. Dlatego docelowo staramy się docierać do rodziców i uwrażliwiać ich na to.
Agnieszka - kilka lat po pedagogice specjalnej. Mieszkanka warszawskiej Pragi. Zna problemy dzieci z gorszym startem. Nie mają dostępu do książek, wiedzy. - Wybieramy do czytania książki, które niosą pozytywne przesłanie - mówi Agnieszka. - Czasami bywa, że dzieci nie chcą czytać książek, ale proszą o kartki, by porysować.
Ania - studentka europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego i Agata - dziennikarka jednego z największych dzienników ogólnopolskich, jako wolontariuszki trafiły przez informacje prasowe i od znajomych. Wszystkie dziewczęta są serdeczne, lecz i wymagające zarazem. Są po imieniu z dzieciakami. Ale bardziej jako starsze siostry niż koleżanki. Z widocznym autorytetem wśród dzieci. Przychodzą na to podwórko już od roku. Regularnie. Co tydzień. O tej samej porze. W lecie rozkładają koce. W zimniejsze dni spotykają się w przyniesionym, automatycznie rozkładanym namiocie. Czytają dzieciakom książki. Bądź odwrotnie - dzieci im. Uczą młodsze alfabetu. Wspólnie rozmawiają o przeczytanych historiach. I o ich własnych, pisanych dzieciom przez dorosłe życie. Niekiedy uda im się porozmawiać z rodzicami o postępach w nauce dzieci lub o szansach na znalezienie pracy przez dorosłych.

Będzie bronić dzieci przed złym wilkiem

Anielka przysiada na puszystym kocu pod ścianą odrapanej bramy. Ma cztery lata. Piękną blond grzywkę, roztropną buzię, dżinsowe spodenki i kurtkę. Broni swego miejsca przed innymi. I mówi: - Poczytaj mi, proszę. Wybiera książkę o jelonku, który choć bał się wilka, bronił przed nim inne zwierzątka. I ona też, podkreśla, będzie bronić inne dzieci przez złym wilkiem. Oczywiście, jak dorośnie. Choć zaraz dodaje, że niedawno obroniła Marcysię przed niedobrą lalką. Wreszcie Anielka stanowczym gestem otwiera książeczkę o jelonku, którą zna nieomal na pamięć. Mówi, że jelonek jej się podoba, bo jest dobry i chce się bawić z innymi zwierzątkami. Mimo że są różne i niektóre mogą siebie zjadać, kiedy są głodne. Anielka mimo niewielu lat potrafi już układać z literek niektóre zdania. Brakujące zastępuje własną fantazją.
Z gwaru czytanych bajek, baśni i opowieści popularnonaukowych dla starszych chłopców wyłaniają się emocje i tęsknoty dzieci. Zasłuchanych. Rozmarzonych. Przez kilka godzin tego dnia żyjących w innym świecie - gdzie posiłki są sute i o czasie, noce przespane, dni beztroskie. A rodzice i nauczyciele interesują się tylko nimi, bo dzieci są przecież dla nich takie ważne.
W Polsce funkcjonuje sześć „bibliotek podwórkowych”. Trzy z nich w Warszawie, gdzie wolontariusze przychodzą do dzieci zaniedbanych socjalnie, których nikt nie zachęcił do czytania książek, którym książka kojarzy się często z klęską, bo nikt ich w domu nie przypilnował, by nauczyły się czytać. Bo nikt ich w domu nie pilnował, aby odrabiały lekcje. Książka więc stała się dla nich przegraną. Kojarzy się z powtarzaniem klasy, pretensjami rodziców i nauczycieli: „I znowu nie nauczyłeś się, tumanie”. Wolontariusze „bibliotek podwórkowych” chcą jednak zmienić takie kojarzenie książki przez zaniedbane dzieci. Ze złego w dobre.

Wyjście z biedy przez wiedzę

Pomysł „bibliotek podwórkowych” przyszedł z Francji. Jego animatorem był, zmarły przed jedenastu laty, ks. Józef Wrzesiński. Jego proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym zakończył się w 2003 r. Ksiądz Józef był twórcą ruchu ATD - Czwarty Świat, czyli „Pomoc wobec każdego nieszczęścia”, którego zadaniem jest „walka z nędzą i wykluczeniem społecznym”. Syn Hiszpanki i polskiego inżyniera, urodzony we Francji w 1917 r., zwany był wśród najbardziej ubogich rodzin na całym świecie - ojcem Józefem. Wzrastał on w podparyskich dzielnicach skrajnej nędzy w rodzinie o wielkiej kulturze, i mimo krańcowego ubóstwa, dążącej do wiedzy. Najpierw został cukiernikiem, co już było nie lada osiągnięciem. Później zasłużył się Francji jako bohaterski żołnierz II wojny światowej. Wyświęcony po wojnie, przez całe kapłaństwo posługiwał wśród najbiedniejszych we Francji i w kilku innych krajach na misjach, mimo że miał propozycje posługi w zamożnych probostwach. Zadaniem podstawowym, jakie sobie stawiał ksiądz Józef, było dowartościowanie żyjących w najbardziej skrajnej nędzy, szukających każdego dnia jedzenia na śmietnikach. Pozbawionych jakiejkolwiek opieki socjalnej i szacunku zarówno ze strony pracowników administracji państwowej, jak i tych nieco tylko od nich mniej biednych. Ks. Wrzesiński często powtarzał: „To nie żywności i odzieży potrzebują ci ludzie, lecz szacunku i uniezależnienia się”. Budował więc wspólnie z nimi miejsca pracy. Warsztaty dla młodzieży i dorosłych. Pralnie, przedszkola czy wreszcie kaplice. Uważał bowiem, że „nędza jest wytworem człowieka i on sam ją może unicestwić”. Zawsze podkreślał, że jednym z elementów uniezależnienia się człowieka jest wiedza i edukacja najbiedniejszych, którzy już u początku swego życia mają utrudniony start.
Pierre, inżynier z Paryża, z ruchem ATD jest związany od ponad dwudziestu lat. W Polsce ruch działa od jedenastu. Pierre przyjechał do naszego kraju z rodziną przed czterema laty. Poznał język i niemal od podszewki problemy ubogich. Uważa, podobnie jak ojciec Wrzesiński, że to właśnie dzięki wiedzy można wyjść z ubóstwa. Zaangażował się w pomoc ubogim już w czasie studiów. - Nieopodal Paryża w jednej z niewielkich miejscowości było osiedle nazywane tranzytowym. Budowane w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Ludzie mieli tam mieszkać kilka miesięcy, a następnie przenieść się do lepszych domów - mówi Pierre. - Okazało się jednak, że te rodziny zostają w tych mieszkaniach sześć lat albo i dłużej. Niektóre żyją tam do dzisiejszego dnia i to w skrajnej nędzy. Pracowałem jako wolontariusz, ucząc tam sześcio-, siedmioletnie dzieci. Zauważyłem wówczas, że ich droga w szkole naznaczona jest porażką, że były tak bardzo wykluczane ze społeczeństwa. Dla mnie to szok. Pochodzę z bardzo biednej rodziny, ale u nas droga do szkoły była nacechowana sukcesem. Zawsze uważano, że to właśnie dzięki nauce mogę odnieść sukces. Wyjść z ubóstwa. I dzięki „bibliotekom podwórkowym” chcemy to właśnie pokazać tym biednym dzieciakom. Chcemy zdjąć odium z książki, z wiedzy, która może być drogą do uniezależnienia.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Cicha Noc” - pierwsza ogólnopolska zbiórka. 100% zebranych środków zostanie przekazane na realizację celów kwesty

2026-01-09 17:00

[ TEMATY ]

fundacja

pomoc

Mat.prasowy

18 stycznia 2026 r. Fundacja Cicha Noc przeprowadzi po raz pierwszy ogólnopolską zbiórkę publiczną „Cicha Noc” pod hasłem „Zauważ. Wysłuchaj. Wspieraj”, skupiającą się na wsparciu ochrony zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Będzie to druga największa po WOŚP zbiórka publiczna w Polsce, a przekazanie daru na aukcję charytatywną zadeklarował m.in. Prezydent RP Karol Nawrocki, Premier Mateusz Morawiecki czy Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Tadeusz Wojda.

100% zebranych środków, zarówno z samej zbiórki, jak i towarzyszących jej aukcji charytatywnych, zostanie przekazane bezpośrednio na realizację celów kwesty (nic na zwrot kosztów organizacji zbiórki/funkcjonowanie fundacji). Celami zbiórki będą projekty zgłaszane przez rodziców lub opiekunów prawnych (ukierunkowane na leczenie lub rehabilitację chorych dzieci i młodzieży) oraz przez organizacje pozarządowe (na projekty związane z szeroko rozumianą ochroną zdrowia i życia dzieci i młodzieży). Projekty te mogą obejmować m.in. rehabilitację, przeciwdziałanie uzależnieniom oraz profilaktykę zdrowotną, ze szczególnym uwzględnieniem ochrony zdrowia psychicznego. Nabór wniosków trwa do 9 stycznia, a wszystkie informacje dostępne są na stronie: fundacjacichanoc.pl.
CZYTAJ DALEJ

Miłość zaczyna się po stronie Boga

2026-01-02 09:00

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

pixabay.com

Jan prowadzi myśl od źródła do owocu. Miłość zaczyna się po stronie Boga. „On sam pierwszy nas umiłował” opisuje inicjatywę Ojca, która nie rodzi się z naszej zasługi. Człowiek przyjmuje dar i uczy się odpowiadać. Miłość do Boga przybiera kształt bardzo klarowny. Miłowanie brata staje się probierzem prawdy serca. Słowa o miłości Boga nie zgadzają się z wrogością wobec brata. Taki rozdźwięk obnaża kłamstwo. W tradycji janowej „brat” oznacza członka wspólnoty, a horyzont się poszerza, ponieważ przykazanie pochodzi od Chrystusa.
CZYTAJ DALEJ

Z kolędą w szpitalu

2026-01-10 23:45

Biuro Prasowe AK

– Miłość zmienia wzrok. Inaczej widzisz człowieka, inaczej go też rozumiesz, kiedy go kochasz. Ale to wszystko jest od Ducha. Moc Ducha to jest kochać – mówił kard. Grzegorz Ryś podczas wizyty kolędowej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie.

Na początku Mszy św. kapelan ks. Lucjan Szczepaniak SCJ przypomniał historię, jak kiedyś kard. Franciszek Macharski miał odwiedzić szpital w Prokocimiu, ale musiał wylecieć do Rzymu i nie miał pewności czy zdąży wrócić do Krakowa. Wtedy w zastępstwie polecił ks. Grzegorza Rysia – ówczesnego rektora seminarium, którego nazwał „bardzo dobrym człowiekiem, kapłanem, naukowcem”, ale też „bardzo wrażliwym na cierpienie drugiego człowieka”. Kard. Macharski ostatecznie zdążył na wizytę do szpitala, więc ks. Szczepaniak wtedy nie zadzwonił do ks. Rysia. Tamto zaproszenie doszło do swoistego finału dopiero teraz, gdy kard. Grzegorz Ryś został metropolitą krakowskim.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję