Reklama

Przegląd prasy

Niedziela Ogólnopolska 42/2008, str. 32

Jerzy Robert Nowak
Historyk, profesor wyższej uczelni i publicysta, autor ponad 40 książek i ok. 1500 publikacji prasowych

Jerzy Robert Nowak<br>Historyk, profesor wyższej uczelni i publicysta, autor ponad 40 książek i ok. 1500 publikacji prasowych

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Zdrajca w roli bohatera

Reklama

Generała Wojciecha Jaruzelskiego od dawna nazywano w kręgach patriotycznych „generałem Judaszem”. Jego kłamliwe oświadczenia obrończe o stanie wojennym, jako „mniejszym źle” w stosunku do groźby sowieckiej interwencji, zostały całkowicie obalone po ujawnieniu pełnej prawdy o ówczesnej sytuacji. Myślę tu zwłaszcza o ujawnionych przez słynnego rosyjskiego dysydenta Włodzimierza Bukowskiego protokołach sowieckiego Biura Politycznego KPZR z grudnia 1981 r. Pokazywały one, że Związek Sowiecki nie chciał wtedy interweniować w Polsce z obawy przed zachodnimi sankcjami gospodarczymi przy i tak bardzo trudnej sytuacji gospodarczej ZSRR i w warunkach ciężkiej wojny w Afganistanie. A jednak Jaruzelski idzie dosłownie na całość w wybielaniu i zafałszowywaniu swej roli w grudniu 1981 r. Warto o tym przeczytać w tekście Jerzego Kubraka pt. „Jestem bohaterem” („Fakt” z 3 października). Autor wyszydza zakłamaną wersję wydarzeń grudniowych, podawaną przez Jaruzelskiego - to, że generał przez cztery godziny „kreował się (…) nie tylko na zbawcę Polski, ale wręcz całego świata”. Dr hab. Antoni Dudek z IPN w komentarzu dla „Rzeczpospolitej” z 3 października powiedział m.in.: „Prawdą jest to, co mówił Jaruzelski, że wśród członków «Solidarności» nie było samych aniołów, zresztą tak jak wśród członków PZPR były osoby przyzwoite. «Solidarność» była wielkim ruchem społecznym o charakterze wolnościowym, natomiast PZPR dokładnie odwrotnie. Była zainstalowaną z obcego nadania dyktaturą i Jaruzelski bronił monopolistycznych rządów tej grupy. I to jest istotne, a nie to, że w obu tych środowiskach były różne postacie”.

Stocznie skazane na zagładę

Reklama

Kolejne fiasko polityki PO, za które Rzeczpospolita zapłaci, rysuje się w związku z zapowiadanym upadkiem stoczni w Gdyni i w Szczecinie. Jacek Klein w tekście „Stocznia w Gdańsku do uratowania, ale Gdynia i Szczecin zbankrutują” („Polska” z 2 października) pisze: „Upadłość dwóch stoczni jest już przesądzona. Każdego Polaka może to kosztować nawet 300 złotych”. Z kolei przewodniczący Zarządu Regionu Pomorza Zachodniego NSZZ „S” Mieczysław Jurek w wywiadzie udzielonym Marlenie Mistrzak ocenił, że na skutek upadku obu stoczni: „Łącznie z kooperantami we wszystkich trzech stoczniach pracę może stracić przynajmniej 100 tys. osób” (cyt. za: „Głowa Aleksandra Grada to za mało”, „Super Express” z 4-5 października). Niektórzy autorzy wskazują na skandaliczną wymowę surowości UE wobec polskich stoczni przy równoczesnej zgodzie na wydawanie dziesiątków miliardów euro na wsparcie banków. Pisze o tym m.in. Hubert Salik w tekście „Bankowcy mają lepiej niż stoczniowcy” („Rzeczpospolita” z 1 października), akcentując: „(…) to stoczniowcy trafią na bruk, bankierzy zaś spokojnie przetrwają kryzys za biurkiem. (…) Stoczniowcy zapłacą za to, że chcieli przetrwać, podczas gdy bankowcom na sucho ujdzie zwykła chciwość. Mieli bowiem pewny zarobek, chcąc jednak dostać więcej, inwestowali w ryzykowne amerykańskie papiery dłużne”. Smutne jest to, że rząd PO do końca nie wykazał prawdziwej determinacji w walce o stocznie. Szokuje m.in. fakt ujawniony w wywiadzie rzecznika Komisji Europejskiej Jonathana Todda, udzielonym Marlenie Mistrzak pt. „Aleksander Grad mija się z prawdą” („Super Express” z 6 października). Według Todda: „To wasz minister skarbu nie chciał się spotkać z komisarz Kroes (…) To komisarz Kroes zaproponowała spotkanie tydzień temu. Była wówczas na konferencji w Nowym Jorku i zaproponowała, że wróci z niej wcześniej, by spotkać się z ministrem Gradem. Niestety, nie był tym zainteresowany”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Im gorzej, tym lepiej?

Reklama

Niezwykle krytyczny w swej wymowie dla PO jest komentarz Piotra Gabriela: „Rządy Tuska, czyli im gorzej, tym lepiej?” („Rzeczpospolita” z 4-5 października). Gabriel pisze m.in.: „To oczywiście nieprawda, że tak kiepsko radzącego sobie rządu, cieszącego się jednocześnie tak dużym poparciem społecznym, jak rząd Donalda Tuska, próżno by szukać w historii demokratycznej świata. (…) Aż strach pomyśleć, co się stanie teraz, gdy tak wielu ministrów naraz znalazło się w prawdziwych tarapatach. Minister skarbu Aleksander Grad z powodzeniem kontynuuje politykę poprzedników, niechybnie zmierzającą do zatopienia polskich stoczni. Minister zdrowia Ewa Kopacz z uporem reformuje służbę zdrowia tak wolno, aby nie doczekała końca zmian. Minister infrastruktury Cezary Grabarczyk postanowił zbudować jeszcze mniej kilometrów autostrad niż jego poprzednik z PiS i jest na dobrej drodze do osiągnięcia tego celu. Minister edukacji Katarzyna Hall pozwala związkowcom zdewastować projekt reformy szkolnictwa. Minister Julia Pitera nie potrafi w ciągu niemal roku przygotować w sprawie CBA raportu, którego nie wstydziłaby się przedstawić opinii publicznej. Wreszcie minister sportu Mirosław Drzewiecki tak skutecznie walczy z korupcją w piłce nożnej, że naszej reprezentacji grozi wykluczenie z rozgrywek do mistrzostw świata itp. Porażka goni więc porażkę (…)”.
Zastanawiając się nad wyraźnym brakiem reakcji na ciągłe porażki, Piotr Gabriel pyta, czy dowodzi to tego, że „Polacy gwałtownie tracą instynkt samozachowawczy”.

Groźba nasilenia drożyzny

Konsekwencją błędów rządu PO, czy raczej jego nieróbstwa, jest coraz poważniejsza groźba nasilenia drożyzny. Ostrzega przed tym w sposób alarmujący publicysta Dariusz Kos w tekście pt. „Pakiet klimatu drożyzny. Chore pomysły ekoterrorystów” („Najwyższy Czas” z 4 października). Według Kosa: „Wzrost cen energii, ogrzewania i wody fundują ekoterroryści ze Wspólnot Europejskich i polskiego rządu. Pod hasłem walki z globalnym ociepleniem chcą uchwalenia prawa, które spowoduje, że już wkrótce za energię możemy płacić nawet i pięciokrotnie więcej niż obecnie. Tak wysokie podwyżki mogą dotyczyć też rachunków za ogrzewanie i wodę. «Pakiet klimatyczny», który forsuje Unia Europejska, może Polaków co roku kosztować nawet 154 mld złotych”. Odsyłam czytelników do szczegółowej lektury wyjaśnień Kosa na temat konkretów tego potwornego „podatku ekologicznego”.
Alarmowi prawicowego „Najwyższego Czasu” wtóruje, utrzymany tym razem w bardzo podobnym tonie w tej samej sprawie, alarm na łamach postkomunistycznej „Trybuny”. Mieczysław Wodzicki w tekście „Świecidełka z Imperium?” (nr z 7 października) pisze: „Po polskich stoczniach, likwidowanych z polecenia Brukseli, teraz przyjdzie kolej na polskie kopalnie i elektrownie. Takie mogą być konsekwencje unijnego pakietu klimatycznego «trzy razy 20», gdy zostanie zatwierdzona dyrektywa w tej sprawie”.
Dodajmy do tego jeszcze inny alarmujący tekst Lecha Z. Niekrasza: „Unia rujnuje polską gospodarkę morską!” („Myśl Polska” z 12 października). Czy Polacy wreszcie się obudzą i przeprowadzą rzetelny bilans zysków i strat w naszych stosunkach z UE? A może zastanowią się też, ile szkód przynoszą nam tacy reprezentanci Polski w UE, jak Danuta Hübner, którzy są całkowicie na bakier z naszymi interesami narodowymi?

Totalne fiasko ministra sportu

Brak miejsca nie pozwala mi na szersze omówienie katastrofalnej przegranej ministra sportu Mirosława Drzewieckiego w zmaganiach z PZPN. Ograniczę się tylko do wymienienia jakże wymownych i jednoznacznych tytułów komentarzy na ten temat. „Dziennik” z 7 października przynosi m.in. komentarze sygnowane przez tb i mg: „Rząd Tuska przegrywa wojnę z FIFA i PZPN”; Michała Karnowskiego: „Klapa na całej linii”; Marcina Graczyka i Tomasza Butkiewicza: „PZPN się cieszy: kolejny rząd i minister sportu pokonani” oraz Moniki Olejnik: „Drużyna Tuska przegrała mecz z Listkiewiczem”. Piotr Skrobisz pisze w „Naszym Dzienniku” z 7 października: „PZPN znów górą, kapitulacja rządu”. Najradykalniejszy jest tytuł w „Super Expressie” z 7 października: „Drzewiecki won!”. Inny tytuł w tej gazecie głosi: „Drzewiecki odejdź! Przez niego przegraliśmy walkę o oczyszczenie PZPN. Chciał robić pieniądze, a mógł zniszczyć polską piłkę”. Polecam lekturę tych wszystkich komentarzy tym, którzy jeszcze wierzą w rządowe propagandowe zapewnienia, że w sprawie PZPN osiągnięto „porozumienie”, korzystne dla obu stron.

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czy otwieram się na Bożą łaskę? Czy ją przyjmuję? Czy pozwalam, aby we mnie wzrastała?

2026-07-09 11:40

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Adobe Stock

Siewcą jest przede wszystkim Bóg. On rozsiewa hojnie dobro. Udziela obficie swoich łask. Nikomu niczego nie szczędzi. Każdy człowiek jest obdarowany Jego darami. Nikt nie może więc powiedzieć, że ominęła go Boża łaska. Każdy ma jej tyle, ile potrzebuje.

Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!» Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: «Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?» On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: „Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił”. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na grunt skalisty oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia i jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane wreszcie na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny».
CZYTAJ DALEJ

Pierwszy ksiądz z Chin, który został męczennikiem

[ TEMATY ]

męczennicy

święci

zwiastowaniepanskie.com.pl

9 lipca obchodzimy w Kościele wspomnienie św. Augustyna Zhao Ronga i jego 119 Towarzyszy. Kim był ten święty z Chin i czym zasłynął?

W młodości Św. Augustyn Zhao Rong prowadził dosyć rozpustny tryb życia. W wieku 20 lat otrzymał pracę strażnika w więzieniu. Gdy w 1772 r. rozpoczęły się w Chinach prześladowania religijne zostało aresztowanych wielu katolików, a Zhao Rong został przydzielony do ich pilnowania.
CZYTAJ DALEJ

Niezwykła Bonnie Tyler i jej głos

2026-07-09 17:35

[ TEMATY ]

śmierć

piosenkarka

Bonnie Tyler

wikipedia/Albin Olsson

Bonnie Tyler na Eurowizji w 2013 r.

Bonnie Tyler na Eurowizji w 2013 r.

To były lata 70-te, a dostęp do muzyki, nie wspominając o płytach, był utrudniony. Może dlatego kreatywność naszego pokolenia była nie do ogarnięcia.

Począwszy od jej hitu z 1977 r. "It's a Heartache" z pierwszej płyty byłem oczarowany brzmieniem jej głosu i dynamiką śpiewanych utworów. Nie wiedziałem wtedy, że miała to być jej pożegnalna piosenka po operacji usunięcia guzków na strunach głosowych. Wcześniej śpiewała czystym głosem kościelne hymny, a później bluesa w klubie walijskim Swansea, gdzie w 1970 poznała Roberta Sullivana. Wygrała nawet jakiś lokalny konkurs muzycznych talentów.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję