Tego listu nie wyślę, bo wiem, że wróci. Doręczyciel napisze: Adresat nieznany.
Przecież wiem, że Ciebie już nie ma w domu. To już trzeci rok, a ja nie mogę się do tego przyzwyczaić. Gdy rozmawiam z Zosią czy Jankiem, to wciąż mam chęć się spytać: A jak się Tatuś czuje?
Tatuś Kochany! Nie wiem, ile ja do Ciebie napisałem listów. Pewnie niewiele. Jeden pamiętam. Było to wtedy, gdy zbliżał się czas święceń kapłańskich.
Nie było Mamy, w marcu zmarł Dziadek, zostałeś mi tylko Ty. Pisałem więc do Ciebie jak do Mamy, jak do Taty, bo byłeś nam i Matką, i Ojcem.
Tatuś Kochany! Nie umiem pisać tak pięknie, jak Ty pisałeś. Ty się uczyłeś kaligrafii.
Czytałem Twoje listy, które z wojska pisałeś do Mamy. Mama chowała je w szufladzie szafy jak relikwie, ale czego dzieci nie znajdą... Kto Ciebie uczył pisać listy? Takie ładne papiery wybierałeś na listy do Mamy.
Najbardziej jednak podobały mi się wstępy do każdego z listów. W pierwszych słowach mojego listu pozdrawiam Cię, Kochana Żono, słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Donoszę Ci, że jestem zdrowy, czego i Tobie z całego serca życzę.
Nie mają dziś ludzie czasu na takie uroczyste wstępy. Piszą SMS-y - Kocham Cię! Może to i wygodniej, i krócej, i wszystko? Tylko dzieci będą biedne, bo nie znajdą żadnego miłosnego listu ani mamy, ani taty.
Tatuś mój Kochany! Piszę do Ciebie zaległy list, bo dziś jest uroczystość Świętej Rodziny. W Rembertowie wielkie święto! Idą jubilaci, którzy są ze sobą więcej niż pięćdziesiąt lat. Idą ci, którzy przeżyli dwadzieścia pięć lat małżeństwa. Idą dziesięciolatki, pięciolatki, roczniaki. Idą też samotni panowie, samotne panie, które wierne były aż do śmierci męża, i teraz są wierne. To bardzo wzruszające. Nie ma większej miłości, jak oddać Komuś życie.
A ja patrzę, Tatuś, czy Ciebie tam nie ma w szeregu? Nie ma. Więc całuję ręce Czcigodnym Jubilatom, tak jakbym całował ręce Mamy i Twoje, Tato!
Za wcześnie zabrakło nam Mamy, ale wystarczyło, abym zapamiętał, jak szedłem z Wami do kościoła. Prowadziliście mnie za ręce. Ręka Mamy była ciepła, a Twoja taka mocna i twarda.
Tatuś, uciesz się dobrą wieścią. Gdy jestem w parafiach i niosą panie w procesji różaniec, to podchodzę i oglądam. Poznam Twoją robotę. A mnie wtedy znów ściska. To różaniec, który zrobił mój Tata. Dumny jestem wtedy, a panie różańcowe mówią: Mój Boże! Jaka pamiątka od ojca biskupowego.
Tatuś, Ty mi nigdy nie napisałeś, ani nie powiedziałeś, co przeżyłeś, gdy dowiedziałeś się od Janka, że zostałem biskupem. Nigdy mi nie opowiedziałeś, co przeżyłeś podczas koronacji na Rynku w Łowiczu.
Może lepiej, że nie pisałeś, że nie mówiłeś, bo ja wtedy czułem i słyszałem więcej.
Kilka razy widziałem, jak płakałeś. Wtedy na Rynku też płakałeś. Za to Cię kocham. Wiem, co wtedy i do końca życia czułeś.
Całuję, Tatuś, Twoje zdjęcia. Dobrze, że je mam. Całuję Twoje ręce mocne. Tylko Ciebie już nie mam, mój Kochany Tatko.
O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić
czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku
do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.
Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym,
i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter.
Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez
warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest.
Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem
w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości.
Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest
w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi
ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło
i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość
Panu Bogu".
Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często
są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet
stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla".
Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się
nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość,
bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali".
Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności
w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności
są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy.
Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest
miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
Prezydent Karol Nawrocki powiedział w orędziu, że zdecydował się podpisać ustawę o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych, która ma sfinansować obniżkę cen paliw. Nawrocki dodał, że oczekuje natychmiastowych obniżek cen na stacjach paliw.
na progu jesieni w polskich domach, pojawia się pytanie: Czy damy radę? Czy zapłacimy wszystkie rachunki? Czy będzie nas stać, żeby zatankować samochód? Czy wystarczy na prąd? Czy zimą wystarczy na gaz, na węgiel, na pellet? Takie pytania zadaje sobie wielu obywateli: pracownik jadący do pracy i właściciel firmy transportowej, który musi zatankować samochód. Zadaje je mama odwożąca dzieci do szkoły i rolnik, który jest w trakcie jesiennych prac polowych.
61 minut bez tętna. Trwa reanimacja, a matka wzywa wstawiennictwa Fultona Sheena. Kiedy lekarze przygotowują się do stwierdzenia zgonu, serce chłopca zaczyna bić.
Zapraszam Cię również do poznania innych zaskakujących spotkań z życia Sheena. Przy jednym stole zasiadają kapłan i przekonany komunista. Dyskusja dotyczy ideologii, aż nagle pojawia się temat Maryi. Dlaczego właśnie wtedy odżywa wspomnienie rodzinnego domu?
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.