Reklama

Maj z Matką Bożą

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Spojrzenie z obrazu

Reklama

Nieraz dziwiłam się babci, kiedy powtarzała, że nie może się w maju na nic z nikim umawiać, bo wszystkie popołudnia ma zajęte. Jako dziecko wyobrażałam sobie jakieś ciężkie obowiązki, którym musiała podołać ta krucha osoba przez cały ten miesiąc. Moja mama była bardzo zajęta, prowadzała mnie do kościoła w święta i czasem w niedzielę. A że zawsze podziwiałam pięknie ustrojone wnętrze świątyni, sama sobie wytłumaczyłam - ktoś przecież musi o ten kościół dbać. I to na pewno wymaga dużo wysiłku. Ksiądz to ksiądz; człowiek uświęcony, nie będzie przecież zajmował się tak przyziemnymi czynnościami, jak porządki, kiedy ma na głowie parafię i całą tę owczarnię… gdziekolwiek się ona znajdowała. Wyobraziłam sobie, że moja babcia chodzi popołudniami do kościoła, by sprzątać, stroić kwiatami, i że w maju po prostu wypada jej kolej. Miałam chyba sześć lat, kiedy majowe popołudnia babci przestały być dla mnie wyobrażeniem. Przyjechałyśmy z mamą do jej rodzinnej miejscowości niespodziewanie. Okazało się, że mama znowu ma jakiś pilny wyjazd z pracy i nie ma co ze mną zrobić. Zostałam u babci. Na tydzień. To znaczy babci akurat nie było w domu, był tylko dziadek. Mama odjechała, a ja nie mogłam się doczekać powrotu babci, więc poszłam po nią do kościoła. Byłam pewna, że zastanę ją przy jakichś pracach porządkowych, może układaniu kwiatów (na to najbardziej liczyłam!), jednak kiedy weszłam do kościoła, było pusto, ciemno i jakoś tak chłodno, chociaż na zewnątrz przygrzewało majowe słońce. Moją uwagę przykuł wtedy malutki czerwony ognik pod tabernakulum. Zawsze tam był, ale w tym mroku wydawało się, jakby był jedynym źródłem nie tylko światła, ale i jakiegoś dziwnego ciepła. Mój początkowy lęk nagle ustąpił. Podeszłam bliżej, żeby sprawdzić, czy ten płomień jest prawdziwy. Był. Otoczony szkłem w czerwonym kolorze. Ponieważ byłam mała, nie zobaczyłem samego ognia, tylko światełko, które swoim blaskiem otaczało wszystko, co znajdowało się w jego zasięgu. Pamiętam, że pomyślałam ze zdziwieniem o swoim lęku z powodu ciemnego wnętrza kościoła. To małe światełko oświetlało przecież wszystko; widziałam ołtarz i uśmiechniętą Matkę Bożą z maleńkim Jezuskiem w ramionach. Mnie, małej dziewczynce, wydało się wtedy, że Maryja patrzy tylko na mnie, a w jej oczach jest takie ciepło, jakby nie była wizerunkiem z obrazu a żywą i bliską osobą. Jak mama. Kiedy tak na Nią patrzyłam, zza okna zaczęły dobiegać do mnie jakieś głosy, melodia… „Chwalcie łąki umajone…”. Uklęknęłam i z wielkim namaszczeniem sześciolatki zrobiłam znak krzyża. Wstałam, pomachałam rączką Pani na obrazie i jeszcze raz spojrzałam na płonącą lampkę. Po wyjściu z kościoła udałam się w kierunku, z którego słyszałam śpiew. Niedaleko, na łące za kościołem zobaczyłam grupkę ludzi. Wśród nich była moja babcia. Cichutko do niej podeszłam i wzięłam za rękę. Taka radość pokazała się w jej oczach, że pomyślałam o spojrzeniu Matki Bożej z obrazu. „…I co czuje, i co żyje, Niech z nami sławi Maryję!”…
Przeżyłam wtedy wspaniały tydzień i dowiedziałam się, co babcia robi w każde niemal majowe popołudnie. Dziadkowie już odeszli, w ich domu mieszka ktoś obcy. Ten czas po wielu latach nie jest jednak tylko moim wspomnieniem z dzieciństwa. Od lat w maju z nikim się nie umawiam, bo prawie wszystkie popołudnia majowe mam zajęte. I każdego roku chociaż raz staram się odwiedzić pewien stary kościół, by sprawdzić, jaki blask daje pewien maleńki czerwony płomień.

Maryi się to podoba

Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone.
Chwalcie, cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki!

Do kościoła było daleko. Szło się piechotą. Zawsze. Bez względu na pogodę. Wszystkie niedziele, święta, uroczystości… Mamusia nie pozwoliłaby żadnemu, żeby zostało w domu, a było nas sześcioro. Starsze chodziły z dzieciakami ze wsi. Najmilej wspominam majowe. Chodziliśmy całą grupą do kapliczki. Była gdzieś w połowie drogi między wsią a kościołem. Prawdę mówiąc - każdego roku czekaliśmy niecierpliwie tych nabożeństw, odkąd tylko ustępowała zima. W naszych okolicach zwykle śnieg leżał długo, a w maju - jakby nagle rozsypywały się po ziemi kwiaty, jasnozielone listki, trawy… Wszystko prawdziwie żyło, a my byliśmy przekonani, że to na chwałę Maryi tak się dzieje. Że tak jest ten świat ułożony. Taki jest jego porządek.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Co igra z morza falami,
W powietrzu buja skrzydłami,
Chwalcie z nami Panią Świata,
Jej dłoń nasza wieniec splata

Myśmy się z tym rodzili. Od maleńkości słyszeliśmy takie śpiewy i od maleńkości się ich uczyliśmy. Majowe popołudnia rozbrzmiewały śpiewem, zachwytem, radością, modlitwą i… śmiechem. Tak. Bo tak nam się wtedy najlepiej modliło. Nasze majowe zaczynały się wczesnym popołudniem. Jak tylko zebrała się grupka i wyruszyła pod kapliczkę. Oczywiście w domu były obowiązki, więc nie można było iść bez wiedzy starszych, poza tym, trzeba było coś zrobić z tymi najmłodszymi, których się miało pod opieką… Ale nie było mowy, żeby tam nie iść. Po drodze już śpiewaliśmy Matce Bożej, a dziewczęta zbierały dla Niej kwiatki. Na miejscu przystrajaliśmy kapliczkę i… siebie, i śpiewając znane nam pieśni do Najświętszej Maryi Panny, czekaliśmy na właściwą godzinę, o której zacznie się odprawiać nabożeństwo. Powoli dołączali do nas dorośli i razem wychwalaliśmy Najświętszą Panienkę.

Ona, dzieł Boskich korona,
Nad Anioły wywyższona;
Choć jest Panią nieba, ziemi,
Nie gardzi dary naszymi.

Różnie kończyły się te nasze nabożeństwa. Zwykle zostawaliśmy jeszcze długo po tym, jak starsi się rozeszli do domów. Majowy deszczyk bywał dla nas jak odpowiedź na nasze śpiewy. Budził nieraz taką radość i śmiech, że dostawaliśmy burę od dorosłych. Nigdy jednak nie mieliśmy wątpliwości, że Matce Bożej się to podoba, czuliśmy, że zwyczajnie nas kocha i przez to wszystko, co wokół, potrafi z nami rozmawiać - przez kwiatki, słońce, deszcz, nawet przez majowe burze. I że to Ona, jak nikt inny, w ten niezwykły czas daje nam tyle powodów do radości.

Wdzięcznym strumyki mruczeniem,
Ptaszęta słodkim kwileniem,
I co czuje, i co żyje,
Niech z nami sławi Maryję!

2012-12-31 00:00

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież, Francja i chrześcijańskie korzenie, które nie obumarły

2026-09-29 15:20

[ TEMATY ]

Leon XIV we Francji

chrześcijańskie korzenie

nie obumarły

Vatican Media

Wizyta Leona XIV we Francji

Wizyta Leona XIV we Francji

Znaczenia wizyty Leona XIV we Francji nie da się streścić w statystykach, ani pojedynczych cytatach z przemówień i homilii. Cztery dni, które Ojciec Święty spędził z „najstarszą córą Kościoła”, to złożony obraz słów, gestów i znaków, które wspólnie pokazują, że nad Sekwaną wiara odradza się dzięki głęboko zapuszczonym i wciąż żywym korzeniom i że Francja na nowo może stać się „Bożą latarnią” w Europie (by posłużyć się metaforą, którą opisywana jest katedra w Metz), jeśli tylko się na to odważy.

Choć papieskiej wizycie – jak każdemu wydarzeniu – towarzyszyły głosy sceptyków, a o jej owocach będzie można mówić dopiero z perspektywy czasu, warto zwrócić uwagę na kilka fenomenów, które w tych dniach wydarzyły się nad Sekwaną.
CZYTAJ DALEJ

Stowarzyszenie Katechetów Świeckich dołącza do Europejskiego Forum Nauczycieli Edukacji Religijnej

2026-09-29 18:57

[ TEMATY ]

nauczyciel

religia

Stowarzyszenie Katechetów Świeckich

Adobe.Stock.pl

Polska perspektywa edukacji religijnej wchodzi do europejskiego dialogu. Stowarzyszenie Katechetów Świeckich zostało przyjęte do European Forum for Teachers of Religious Education (EFTRE) - europejskiej społeczności zrzeszającej nauczycieli i organizacje zajmujące się edukacją religijną.

Dołączenie do EFTRE otwiera przed Stowarzyszeniem możliwość bezpośredniej wymiany doświadczeń z nauczycielami oraz organizacjami zajmującymi się edukacją religijną w różnych krajach Europy. To także przestrzeń do rozmowy o miejscu edukacji religijnej we współczesnej szkole, jej znaczeniu dla wychowania młodych ludzi oraz wyzwaniach, przed którymi stoją nauczyciele religii.
CZYTAJ DALEJ

Polska matka to lepiej ogarnia

2026-09-30 07:00

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Jak już wiemy po tych 33 miesiącach, możliwości „uśmiechniętej Polski” są nieograniczone. Można obiecać żołnierzowi kurtkę, stanąć z nim do zdjęcia, powiedzieć o mrozie na granicy i o tym, że wreszcie ktoś o niego zadbał. Czyżby?

Dziś rządzący z tematu obronności robią argument dosłownie na wszystko: na budżet, na podatki, niespełnione obietnice, fałszywie pojęta lojalność i na wyciszanie afer. Można nagrać setki wywiadów o SAFE i liczyć na sondażowe „zjednoczenie wokół flagi”, w końcu strach jest wygodną podporą. Na tle strachu każdy gest wygląda jak troska.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję