Piszę te słowa na wyspie, otoczony życzliwością Polonii okołolondyńskiej. Lubię patrzeć na ludzi, którzy żyją równocześnie w dwóch ojczyznach. Tutaj mają dom, pracę, sąsiadów i codzienne sprawy. A jednak kawałkiem serca są w Polsce – przy rodzinie, przy wiadomościach, przy tym, co dzieje się na Krakowskim Przedmieściu. Wystarczą jedno nazwisko, jeden telefon, jedna wiadomość z kraju, by rozmowa znad Tamizy przeniosła się nad Wisłę.
Czy umiałbym mieszkać daleko, a sercem być tak blisko Polski? Nie wiem. Wiem za to, że dla Polaków na Wyspach sprawy brytyjskiej Korony nie są tak dojmujące jak to, co dzieje się w Warszawie. Londyn szykuje się już do Halloween. W witrynach dynie, szkielety i pajęczyny – jakby jesień była za mało ponura i trzeba jej było trochę pomóc. Za chwilę te dekoracje ustąpią miejsca bożonarodzeniowym świecidełkom, a my w Polsce ruszymy ze zniczami i zwrócimy myśli ku tym, których już z nami nie ma.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Żegnaliśmy ostatnio ks. Stanisława Małkowskiego, bohatera najnowszej historii; „Świętą” Tereskę, pierwszą dziewczynę w polskim AA; Danusię i Marka Łagodzińskich, apostołów trzeźwości; ks. Wojciecha Draba, egzorcystę i duszpasterza Wspólnoty św. Jakuba. Zostawili pustkę po sobie, w telefonie, w miejscach, gdzie jeszcze niedawno można było ich spotkać. Zostawili też pewność, że wystąpili w dobrych zawodach. Ich życie było służbą i pomocą, miłością, która nie potrzebowała hałasu.
Dobrze byłoby kiedyś pomyśleć tak samo o sobie. Nie: „jak wiele osiągnąłem?”, tylko: „czy komuś było dzięki mnie lżej?”. Czy byłem przy kimś, gdy było trudno? Czy zrobiłem coś bezinteresownie – bez oczekiwania na wdzięczność, pochwałę i zdjęcie, na którym wyglądam jak człowiek bezinteresowny? Później ma tę wadę, że nie zawsze przychodzi w umówionym terminie.
W tych dniach wraca również pytanie o pamięć i sprawiedliwość. Na forum ONZ prezydent Karol Nawrocki przypomniał, że gdy powstawały fundamenty Organizacji Narodów Zjednoczonych, Polska – ofiara niemieckiego i sowieckiego totalitaryzmu – pozostawała pod dominacją ZSRR. Tysiące polskich bohaterów więziono, torturowano i skazywano na śmierć, a państwo odpowiedzialne za zbrodnie współdecydowało o powojennym porządku. Brak rozliczenia tych zbrodni nazwał „pierwotnym grzechem” powojennego ładu, który do dziś kładzie się cieniem na tę często moralizującą instytucję. Polska powinna mieć w niej swoje honorowe i stałe miejsce.
Reklama
Prezydent mówił też o prześladowanych chrześcijanach i wspólnotach, które kurczą się w regionach konfliktów. O atakach na miejsca kultu, dyskryminacji, przemocy i śmierci, na które świat nie powinien pozostawać obojętny. Nie podał konkretnych krajów ani liczby ofiar. Wyraziście przypomniał, że zło, którego się nie rozlicza, nie znika z historii. Potrafi urządzić sobie w niej wygodne mieszkanie.
Pamięć o skrzywdzonych zobowiązuje. Każe pytać, czy dziś umiemy stanąć po stronie ofiar. Ale każe też spojrzeć bliżej: na człowieka, którego krzywdę widzimy nie na ekranie, lecz przy własnym stole. Wojnę i cierpienie można przewinąć jednym ruchem palca. Nie wszystko jednak da się tak łatwo odsunąć. Jest też wojna bliżej – w nas. W tym, czy dokładamy zła do zła, czy potrafimy powstrzymać się przed złośliwym słowem, zadzwonić, zapytać: „co u ciebie?”. Czasem dobro polega na tym, że zostaniemy chwilę dłużej, bez oceny, zasłuchani w to, co chcą nam przekazać inni.
Wkrótce zapalimy znicze i przypomnimy sobie tych, którzy odeszli. Londyńskie dynie będą szczerzyć zęby, a my pomyślimy o ludziach, którzy zostawili po sobie coś trwalszego niż dekoracje: dobro w tych, którym pomogli. Można mieć dwie ojczyzny, dwa adresy i tę samą drogę: od obojętności ku odpowiedzialności, od pamięci ku sprawiedliwości, od słów ku czynom. Kiedy przyjdzie czas naszej własnej przeprowadzki, oby zostało po nas trochę więcej światła niż pustki. I oby ktoś mógł powiedzieć: dobrze było, że był.
