Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Jednostkowy renesans

Z ks. Krzysztofem Miklusiakiem rozmawia Mariusz Rzymek.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mariusz Rzymek: Jak to się stało, że udało się w Węgrach zaszczepić tradycje pielgrzymkowe?

Ks. Krzysztof Miklusiak: Na Węgrzech znane jest i praktykowane piesze pielgrzymowanie, choć nie na taką skalę jak w Polsce. Idzie się w dużo mniejszych grupach, po 10-20 osób i krócej. U naszych bratanków są wyznaczone trasy pielgrzymkowe, za sprawą których można dojść do ważnych dla nich sanktuariów maryjnych. Nieraz wiodą one w stronę Rumunii, choćby do Sumuleu Ciuc w Siedmiogrodzie, które kilka lat temu odwiedził papież Franciszek.

Co spowodowało, że Węgrzy zacumowali w strukturach bielsko-żywieckiej pielgrzymki?

Tak się składa, że pochodzę z Bielska-Białej i stąd też chodziłem na piesze pielgrzymki. Mój debiut miał miejsce w 1991 r., gdy w wieku 16 lat wędrowałem na spotkanie z Janem Pawłem II na Światowe Dni Młodzieży w Częstochowie. Kiedy zacząłem organizować węgierską grupę, wziąłem ze sobą jednego ze współbraci, któremu się na tyle spodobało, że zachęcał mnie do dalszej pracy nad rozwijaniem tego pomysłu. Niewątpliwie atutem bielskiej pielgrzymki jest sześciodniowy czas jej trwania. To w żadnym razie nie nadwyręża urlopu. W efekcie 1/3 osób w mojej grupie to stali bywalcy sierpniowych pielgrzymek. Wśród nich byli w tym roku najstarsi członkowie ekipy: 75-letnia kobieta i 73-letni mężczyzna.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Jakie elementy z tych dawnych, historycznych edycji pieszej pielgrzymki jeszcze się sprawdzają, które trzeba już odstawić do lamusa, a które ewoluują?

Coraz częściej korzysta się z zapisów w wersji elektronicznej, czy to modlitw, czy to śpiewników. Tą drogą odbywa się również komunikacja z pielgrzymami. Tego trendu nie zatrzymamy. Myślę, że drukowane materiały z czasem zupełnie znikną z pielgrzymkowych zestawów.

Jak pielgrzymka wpływa na zacieśnienie kontaktów polsko-węgierskich?

Osoby, które idą na pielgrzymkę któryś raz z rzędu, mają wśród Polaków swoich znajomych. To są przyjaźnie, kontakty zawiązane podczas drogi na Jasną Górę. Dopełnieniem tych relacji jest płaszczyzna duchowa, którą jako salwatorianie staramy się umacniać. W szczególności chodzi o modlitwę wspólną, gdzie na przemian język polski przeplata się z węgierskim. Słychać to wyraźnie podczas Różańca.

Jak to się stało, że spośród tylu miejsc misyjnych trafił Ksiądz na Węgry. Przełożony kazał, czy też zadecydowało o tym coś innego?

Pod koniec seminarium zaoferowałem swą gotowość do pracy zagranicą. Okazało się, że potrzebni są duszpasterze na Węgrzech i tam mnie skierowano. Nie myślałem, że dojdzie do tego tak szybko. Wydawało mi się, że po drodze zakotwiczę w kilku polskich parafiach, a tu od razu wrzucony byłem na głęboką wodę. Trafiłem po święceniach na Węgry. Tu też zacząłem uczyć się języka i lokalnej specyfiki duszpasterstwa. Na szczęście nasze dwa narody mają podobną religijną mentalność i pewnie dlatego szybko dostosowałem się do nowych warunków życia.

Węgrzy są bardzo wyrozumiali dla Polaków, którzy w procesie uczenia kaleczą ich narodowy język.

Reklama

Nie tylko dla Polaków, ale i względem innych obcokrajowców, którzy podjęli ten wysiłek. Lapsusy się zdarzają i nikt nie robi z tego tragedii. Podczas Mszy św. jeden z kapłanów wypowiadając słowa: „Przekażcie sobie znak pokoju”, przekręcił słowo „pokój” na „żaba”, które brzmi bardzo podobnie. Dzięki temu od jednego z koncelebransów usłyszał: „rerekumkum” zamiast „pokój z tobą”.

Zastanawiał się Ksiądz nad tym fenomenem przyjaźni polsko-węgierskiej. Skąd to się bierze, że tak ciepło reagujemy jedni na drugich?

– Myślę, że decydują o tym bardzo odległe czasy. Łączy nas wspólna historia, władcy i święci. Wystarczy wspomnieć węgierski zaciąg w postaci królowej Jadwigi, św. Kingi i jej siostry Jolanty. One są czczone w równym stopniu przez oba nasze narody. Na wzajemną bliskość niebagatelny wpływ miały również te sytuacje, w których spieszyliśmy sobie z pomocą. Szczególnie mocno zapadły w pamięć czasy II wojny światowej oraz to, co działo się później, w okresie tzw. porządku pojałtańskiego. Nie bez przyczyny powiedzenie „Polak Węgier dwa bratanki” ma swój odpowiednik w obu językach.

Reklama

Jaka jest specyfika pracy duszpasterskiej na Węgrzech. Czy zaszczepiony w czasach komunistycznych sekularyzm, dalej zbiera żniwo i ciągnie Madziarów w stronę ateizmu, czy też widać u nich kiełkujące coraz mocniej ziarno odradzającej się wiary?

Węgierskie środowisko religijne jest bardzo zróżnicowane. Katolicy stanowią ok. 60%, a drugą bardzo mocną siłą są protestanci. W dużych miastach wiele osób deklaruje się jako niewierzący. W miejscowości Göd 1/3 stonowują katolicy, 1/3 niewierzący, 1/3 wierni poszczególnych kościołów protestanckich. Tak wygląda przekrój społeczny, który swoje odzwierciedlenie ma w rodzinach. Ojciec jest katolikiem, mama ewangeliczką albo ojciec jest ateistą, a mama katoliczką. To od rodziców zależy, w jakim duchu dzieci będą wychowywane. Być może stąd bierze się duża liczba nawróceń osób dorosłych, które w sposób świadomy podejmują decyzję dotyczącą swojej konfesji.

Widać renesans zainteresowania katolicyzmem?

Jak najbardziej, tyle tylko, że to są jednostki, a nie tłumy. Na Węgrzech nauczyłem się tego, że jako kapłan potrafię się cieszyć z nawrócenia nielicznych. Ponadto jestem wdzięczny za tych, co uczestniczą w życiu parafii. W Polsce, a szczególnie na jej południu, mamy dzięki Bogu tłumy w kościołach. Na Węgrzech sytuacja jest inna. Znam moich parafian po imieniu. Ma to swoje plusy. Niewielka liczebnie wspólnota sprawia, że jest niczym rodzina. Relacje między nami są świetne.

Ile osób średnio uczestniczy w niedzielnej Mszy św.?

Mam stosunkowo dużo, bo waha się to w przedziale 150-200 osób. W tym gronie jest dużo młodych małżeństw z dziećmi. To jest zjawisko bardzo rzadkie na Węgrzech.

Jak wygląda katecheza katolicka w szkołach?

W szkołach podstawowych podobnie jest jak w Polsce. Katecheza jest obowiązkowa, a jeśli ktoś nie chce w niej uczestniczyć, to obligatoryjnie wybiera etykę. Żeby katecheza była wpisana w plan lekcji, musi się na nią zapisać minimum siedmiu uczniów. Jeśli się taka grupa nie zbierze, to katecheza odbywa się albo przed, albo po lekcjach w murach szkoły, która ma obowiązek udostępnić miejsce na takie spotkanie. W szkole średniej katechezy już nie ma. Wyjątek stanowią placówki prowadzone przez podmioty katolickie.

Ks. Krzysztof Miklusiak, salwatorianin, pochodzi z parafii Nawiedzenia NMP w Hałcnowie. W młodości wielokrotnie uczestniczył w pieszych pielgrzymkach, które przemierzał w pierwszej grupie bielskiej kierowanej przez ks. Józefa Walusiaka. Teraz pracuje na Węgrzech w parafii Göd w okolicach Budapesztu.

2022-09-06 12:23

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jesteśmy powołani do wychowywania młodzieży

Niedziela warszawska 17/2018, str. VI

[ TEMATY ]

wywiad

Archiwum redakcji

Ks. Grzegorz Sprysak

Ks. Grzegorz Sprysak

Z ks. Grzegorzem Sprysakiem CSMA, dyrektorem Katolickiej Szkoły Podstawowej, Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego, rozmawia Andrzej Tarwid

ANDRZEJ TARWID: – Rok temu w Markach przy Al. Piłsudskiego 248/252 było tylko katolickie gimnazjum i nowo powstałe liceum. Teraz jest jeszcze szkoła podstawowa. Jak udało się przeprowadzić taką zmianę?
CZYTAJ DALEJ

Nowenna przed Wniebowzięciem NMP

[ TEMATY ]

nowenna

Wniebowzięcie NMP

Adobe Stock

6 sierpnia rozpoczynamy dziewięciodniową nowennę, która przygotuje nas do Uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

„O Matko niech pieśń moja dziś ku Tobie płynie,
CZYTAJ DALEJ

Nikaragua: nie było o nim wieści od czerwca, władze opublikowały wideo z zaginionym biskupem

2026-08-14 16:26

[ TEMATY ]

Nikaragua

prześladowanie chrześcijan

Adobe Stock

Przez półtora miesiąca nie było żadnych wieści na temat bp. Juana Abelardo Maty. Władze odmawiały podania informacji na temat miejsca pobytu duchownego i jego stanu zdrowia. Teraz w rządowych mediach pojawiło się nagranie, w którym uwięziony biskup mówi: „Dziękuję, czuję się dobrze”.

Przez ten czas nie było żadnych informacji na temat zaginionego biskupa. Rząd wprawdzie ogłosił 4 lipca, że został on odesłany do domu po przesłuchaniu dotyczącym pochodzenia niektórych jego aktywów finansowych oraz domniemanych powiązań rodzinnych uznanych za niezgodne ze „stanem kapłańskim”. Wersja ta została zakwestionowana przez organizacje praw człowieka, które potępiły arbitralność zatrzymania. Do momentu opublikowania nagrania nie było możliwe niezależne zweryfikowanie miejsca pobytu emerytowany biskupa Estelí ani stanu jego zdrowia. Na nagraniu rozpowszechnionym w rządowych mediach widać, że hierarcha znajduje się w swoim domu. W swej wypowiedzi nie odnosi się on do swej półtoramiesięcznej nieobecności. Zapewnia jedynie, że czuje się dobrze.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję