Reklama

Przytulisko na Siennej

Mnie tu dobrze

- Tysiąc ludzi też wyżywię - stwierdza kategorycznie Marian Wyrozumski, dyrektor Przytuliska im. Jana Pawła II przy ul. Siennej w Kielcach. Czy to tylko ufność w Opatrzność Bożą? Tak, to przede wszystkim, ale też wiara w człowieka i w tkwiące w nim dobro. - Jak trzeba, zrobi się wszystko - dodaje szef tego wzorowo zorganizowanego miejsca, będącego ostatnią deską ratunku dla kilkuset bezdomnych mężczyzn z Kielc i okolic.

Niedziela kielecka 7/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Najpierw do kaplicy

Reklama

Warto na własne oczy zobaczyć, czym właściwie na co dzień żyje przytulisko przy Siennej; warto samemu zweryfikować opinie o idealnym porządku, smacznych posiłkach, czystości, pracowitości, braku konfliktów, pomimo że stu mężczyzn z tzw. marginesu żyje tu przecież pod jednym dachem. Na ile laurka jest prawdziwa?
- Nigdzie nie ma raju na ziemi - wyjaśnia Wyrozumski. - Ale z drugiej strony mamy tu grupę osób, która pozwala wciąż na nowo przywracać wiarę w człowieka.
Wizytę na Siennej zacznijmy więc od serca tego miejsca, czyli od kaplicy Miłosierdzia Bożego na piętrze Przytuliska. Maleńkie pomieszczenie, ze stałą obecnością Najświętszego Sakramentu. Gdy otworzy się drzwi, długi korytarz tworzy jakby naturalną nawę kaplicy, tym bardziej, że na ścianach rozmieszczono stacje Drogi Krzyżowej. Tę kaplicę w maju ub. r. poświęcił bp Kazimierz Ryczan, a Mszę św. w każdą niedzielę odprawiają księża z parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Ks. prał. Edward Skotnicki, proboszcz, który od początku duchowo patronuje temu, co dzieje się na Siennej, jest w Przytulisku częstym gościem. Ostatnio w posługę włączyli się Ojcowie Kapucyni z kieleckiej parafii św. Franciszka z Asyżu przy ul. Warszawskiej.
Marian Wyrozumski, gdy przed dwoma laty został dyrektorem Przytuliska, wprowadził zwyczaj codziennej modlitwy o godz. 8.00 rano. Początkowo był zdecydowany sprzeciw, jak mur - przecież większość nie modliła się od kilkunastu lat!
- Jesteśmy ateistami - mówili twardo.
- To nic, tylko stójcie i słuchajcie, tylko bądźcie z nami i uszanujcie tych, którzy się modlą.
- Kiedyś było wstyd zrobić znak krzyża, teraz wstydem jest nie być na modlitwie - mówi Andrzej.
- Modlitwa to moje wyciszenie, to wyzwolenie we mnie dobra, pokory - dodaje Józef. Wielu z nich chętnie czyta o św. Bracie Albercie, wielu obrało go sobie za wzór. Dlatego kaplica w pewnym momencie stała się, po prostu, konieczna. "Chłopcy" dopracowali się grupki "własnych" ministrantów, a na niedzielną Mszę św. o godz. 12.00 przychodzą nawet ludzie z miasta.

Cztery w jednym

Reklama

Pod szyldem "Przytulisko" kryją się cztery punkty pomocowe, integralnie złączone miejscem, ideą oraz osobą szefa i jego współpracowników, czyli dwóch pań, które pomagają w kierowaniu domem. Są to: stołówka ze świetlicą, dom stałego pobytu, noclegownia dla bezdomnych mężczyzn oraz punkt konsultacyjny ds. uzależnień. Organem prowadzącym, zapewniającym Przytulisku osobowość prawną, jest Fundacja Gospodarcza św. Brata Alberta, z siedzibą przy ul. Warszawskiej 24. To dyrektor Fundacji Marian Jaworski, przed 6 laty miał pomysł na przytulisko; to on z "tekturowego" budynku po Cefarmie utworzył, olbrzymim nakładem sił i środków, dom przystosowany do potrzeb schroniska, noclegowni i jadłodajni. Ubodzy mieszkańcy Kielc i okolic dobrze poznali smak zupy i chleba, które codziennie wydaje się na Siennej. Obecnie z darmowych obiadów korzysta 520 osób, a ponadto 100 mężczyzn, mieszkających w domu na piętrze, tuż nad stołówką i świetlicą. W noclegowni dla bezdomnych mężczyzn można w godziwych warunkach spędzić noc, dostać obiad i kolację. Ci, którzy włączą się w prace proponowane przez Przytulisko otrzymają także śniadanie. Do noclegowni trafiają ludzie z całej Polski. Niektórzy zostają na stałe. Inni odchodzą, gdy o nie chcą zaakceptować podstawowych wymogów tego miejsca, tzn. zakazów dotyczących: picia alkoholu, tolerowania brudu, kradzieży, rozbojów.
W pracę punktu konsultacyjnego włączają się m. in. psycholog, psychiatra i niezwykle oddany sprawie - lekarz wolontariusz. To dzięki nim możliwe są wczesne diagnozy różnych uzależnień, kierowanie na leczenia i konkretne efekty tych działań. - Niczym talizmany przechowuję listy wdzięcznych rodzin, które odzyskały ojców i mężów - opowiada Dyrektor.
Idea domu stałego pobytu powracała wówczas, gdy w kwietniu noclegownię trzeba było zamykać. Co robić z korzystającymi z niej ludźmi? Dlatego, gdy oddano do użytku dobrze przygotowany obiekt, z łazienkami, prysznicami, małą świetlicą z telewizorem itp., natychmiast zaroił się on ludźmi. Przychodzili zewsząd i znikąd, a zaledwie znikoma część była kierowana przez placówki pomocy społecznej. Dom, aby istnieć musiał wywiązywać się z płatności wobec instytucji, którym obce jest pojęcie dobroczynności. Pokrycie opłat za gaz, prąd, telefon było przyczyną wprowadzenia opłaty za pobyt stały w wysokości 315 zł miesięcznie. W tej kwocie jest wszystko, łącznie z ubraniem i nawet - jak tu mówią - pastą do butów. A gdy kogoś nie stać? - To moje zmartwienie - mówi Wyrozumski. - Na pewno nikogo nie wyrzucę.
Trzeba tu wspomnieć, że w ubrania, których brak jest jedną z większych bolączek placówki, regularnie zaopatruje Przytulisko ks. Andrzej Drapała, zastępca dyrektora Caritas diecezjalnej.
Dlatego - za naszym pośrednictwem - mieszkańcy domu apelują o dostarczanie do placówki używanych butów i ubrań dla mężczyzn. Można to czynić codziennie w godz. 8.00-22.00.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Bieda niejedno ma imię

- Najłatwiej operować stereotypem: oto margines społeczny - bo alkoholizm, bo dewiacje. Czy człowiek może ponosić winę za to, iż nie ma wpływu na najważniejsze wydarzenie w swoim życiu, tzn. na fakt narodzin? - pyta retorycznie Wyrozumski. - Co jest winien chłopak, którego jako noworodka wyrzucono, a potem bezkarnie deprawowały go różne środowiska, by wreszcie musiał opuścić np. poprawczak czy dom dziecka i całkiem stracić dach nad głową? Zdolniejszych spośród nich wyłuskiwała mafia. Czy ktoś im kiedyś powiedział, co jest dobre, a co złe? Wskazał przykłady, podał rękę? Nie, to stanowczo nie ich wina... Alkoholizm? Połowa moich chłopców nigdy nie próbowała alkoholu. Większość z nich to prości, mało kreatywni ludzie, którzy nie umieją odnaleźć się w czasach szybkich przemian.
Mieszkańcom Przytuliska przydarzyło się wszystko to, co w ludzkim życiu możliwe. Ojcowie niechciani przez dzieci, ludzie po kolejnej eksmisji; kalecy; próżniacy, którzy nigdy nie parali się żadną pracą; ofiary rozbitych rodzin, wyrzuceni poza orbitę życia rodzinnego.
Andrzej zaliczył 27 ośrodków w kraju. Wiosną minie rok, jak trafił na Sienną. Jest operatywny, ima się w domu każdego zajęcia, stał się prawą ręką szefa. - On kiedyś zostanie albertynem - przekonuje Wyrozumski.
- Bezdomny pije nie dlatego, że jest bezdomny, tylko że nikt go nie chce. Jest wykluczony, wyrzucony jak śmieć. A tu mamy przyjaciół. Jest problem, to się go obgada. Człowiek nauczył się wyciągać rękę do innych.
- Tu nikt nikogo nie drażni - wyjaśnia Janusz, niedawno pochował 19-letnie dziecko, a codziennie jeździ do szpitala, by karmić chorą żonę. - Piłem, nikt normalny by tego nie wytrzymał. Tutaj mam kumpli, oni mnie pilnują...
Bogdan to weteran, mieszka tu od pięciu lat, z dumą oprowadza wokół domu. - Tutaj chłopaki pracują przy rąbaniu drewna - wskazuje placyk za siatką. - Mnie tu dobrze. Takiego miejsca i takiego szefa, jak tato nigdzie nie ma na ziemi.

"Tato"

Tak się do niego zwracają, wszyscy chłopcy z Siennej. - Bo taki powinien być ojciec - mówią po prostu. - Wie, że lenistwo to dla nas śmierć, organizuje nam prace i różne zajęcia. Przecież to my obieramy te sto kilo warzyw dziennie na zupę! On nas uczy życia. I sam codziennie z nami pracuje, a przecież jest dyrektorem, no nie?
Marian Wyrozumski chce pozostać w cieniu. Mówi tylko, że ma dług wobec Pana Boga i społeczeństwa, bo żyje w udanym małżeństwie, ma cudowne córki. - Lata całe przepracowałem w tzw. biznesie i owszem zarabiałem niezłe pieniądze, aż wyłuskał mnie stamtąd dyrektor Jaworski. Pomagałem mu, aż w końcu utknąłem na Siennej. Koledzy biznesmeni! Pomagając takim, jak moi chłopcy, inwestujecie w samych siebie - zarówno w wymiarze Boskim (to chyba jasne?), jak i ludzkim. Bo iluś tam ludzi wydartych bezdomności i rozbojom, to mniej kradzieży i rozbojów na co dzień. To lepsza, bezpieczniejsza Polska dla nas wszystkich. Po prostu - czysty zysk.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Br. Maciej z Taizé: W Łodzi potrzebujemy czterech metrów kwadratowych podłogi

2026-10-01 09:00

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Joanna Popławska

Br. Maciej z Taize

Br. Maciej z Taize

Najważniejsza jest dla nas otwartość i gotowość przyjęcia pielgrzymów. Chcemy, żeby wszyscy uczestnicy spotkania znaleźli miejsce, w którym będą mogli się zatrzymać. Potrzebujemy naprawdę niewiele. Żeby przyjąć dwóch pielgrzymów, potrzebujemy zaledwie czterech metrów kwadratowych podłogi - mówi brat Maciej z Taize w rozmowie z ks. Pawłem Gabarą

Ks. Paweł Gabara:Od miesiąca działa w Łodzi centrum przygotowań do Europejskiego Spotkania Młodych Taizé. Wolontariusze i bracia odwiedzają łódzkie parafie, modlą się z wiernymi i zachęcają ich zarówno do otwartości na młodzież, która na przełomie roku przyjedzie do Łodzi, jak i do udziału w samym spotkaniu. Jak wygląda zainteresowanie młodych ludzi?
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Kim są nominowani do tegorocznych nagród TOTUS TUUS?

2026-10-01 11:35

[ TEMATY ]

nagroda

dzielo.pl

Hospicjum im. Jana Pawła II w Żorach, Fundacja Donum Vitae, Krystyna de Walden-Gałuszko, Paweł Bębenek, Janusz Rosikoń, Mateusz Środoń, Jan Grosfeld, Milena Kindziuk, Jadwiga i Jacek Pulikowscy, Fundacja „Instytut Nowych Mediów”, „Pielgrzymi Nadziei” oraz VaticanNews.pl - to nominowani do tegorocznych Nagród TOTUS TUUS. Statuetki w kształcie anioła wzbijającego się do lotu wręczane są osobom i instytucjom, które inspirując się nauczaniem św. Jana Pawła II w sposób szczególny przyczyniają się do budowania cywilizacji miłości. Nagrody wręczone zostaną podczas gali na Zamku Królewskim w Warszawie, 10 października 2026, w sobotę przed Dniem Papieskim.

Hospicjum jest placówką opieki paliatywnej, która od wielu lat niesie pomoc osobom znajdującym się w terminalnym stadium choroby, zapewniając im warunki do przeżywania ostatniego etapu życia w atmosferze szacunku, spokoju i bezpieczeństwa. Szczególnym wymiarem promocji godności człowieka jest sprzeciw hospicjum wobec instrumentalnego traktowania chorego oraz wobec postaw, które redukują wartość życia do jego użyteczności lub sprawności. Hospicjum także towarzyszy rodzinom pacjentów. Wsparcie psychologiczne, duchowe i emocjonalne udzielane bliskim pomaga im przeżywać czas choroby i żałoby w sposób bardziej świadomy i godny, bez poczucia osamotnienia i wykluczenia. Istotnym elementem działalności hospicjum jest również kształtowanie postaw społecznych opartych na empatii, solidarności i odpowiedzialności za najsłabszych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję