1 Sm 8,4-7.10-22a
Scena rozgrywa się u schyłku życia Samuela. Starsi przychodzą do Ramy i domagają się króla. W tle stoi starość proroka oraz gorycz z powodu synów, którzy wypaczali sąd. Prośba brzmi: „Ustanów nam króla, aby nami rządził, jak u wszystkich narodów”. W Izraelu to zdanie dotyka tożsamości. Pan wyprowadził lud z Egiptu i prowadził go przez pustynię bez ludzkiego tronu. Dlatego Bóg mówi Samuelowi: „Nie ciebie odrzucają, lecz Mnie odrzucają jako króla nad sobą”. Słowo „król” (melek) staje się tu imieniem tęsknoty za stałym punktem i za widzialną ochroną. Lęk i pragnienie podobieństwa do innych narodów okazują się silniejsze od pamięci przymierza.
Samuel ogłasza „prawo króla” (miszpat ha‑melek). To trzeźwe ostrzeżenie. Król bierze synów do rydwanów i wojska, córki do służby, zabiera najlepsze pola, winnice i gaje, nakłada dziesięcinę na plony i trzody. Powraca czasownik „brać”. Władza wchodzi w dom i w majątek. Izrael pragnie króla, który „będzie sądził” i „będzie prowadził wojny”. Taki język zdradza oczekiwanie, że polityczny porządek przejmie zadania Boga‑Pasterza. W tle pobrzmiewa Pwt 17, gdzie król ma czytać Prawo i pilnować serca, a nie mnożyć koni, złota i przemocy. Późniejsza historia przyniesie Dawida i obietnicę Mesjasza, a ten rozdział zachowuje pamięć, że tron potrzebuje nawróconego serca.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Bóg poleca Samuelowi posłuchać głosu ludu. Pozostaje w tym powaga i cierpliwość. Pan nie przestaje być Królem także w czasie ludzkiego szukania innego oparcia. Tekst uczy czujności wobec serca, które oddaje wolność w zamian za obietnicę bezpieczeństwa.
Mk 2,1-12
Markowa scena w Kafarnaum pokazuje Jezusa w domu, otoczonego tłumem. Miasto już zna Jego władzę nad chorobą i nad złymi duchami. Tym razem czterech ludzi niesie paralityka na noszach. Domy w Galilei miały płaskie dachy, często dostępne z zewnętrznych schodów. Niosący wchodzą na górę, odkrywają dach i spuszczają chorego w dół. Marek używa słowa, które sugeruje rozkopanie ubitej warstwy gliny. Dach z belek, gałęzi i ziemi staje się przeszkodą pokonaną wytrwałością. Ten gest kosztuje i wymaga odwagi.
Jezus widzi ich wiarę. Wiara w tej Ewangelii nie jest tylko przeżyciem wewnętrznym. Ma ręce, które niosą. Pierwsze słowa Jezusa nie dotyczą nóg chorego: „Synu, odpuszczone są twoje grzechy”. Słowo „synu” buduje bliskość. Odpuszczenie grzechów w Izraelu wiązało się z Bogiem i ze świątynią. Kapłan mógł ogłaszać oczyszczenie, lecz grzech gładził Pan. Uczeni w Piśmie siedzą w środku domu jak strażnicy tradycji. W swoim myśleniu słyszą roszczenie, które należy do Boga, i w sercu nazywają je bluźnierstwem.
Reklama
Jezus zna ich myśli. Zadaje pytanie o to, co łatwiejsze: powiedzieć o przebaczeniu czy o uzdrowieniu. Niewidzialne i widzialne spotykają się w jednym źródle. Przebaczenie pozostaje niewidoczne dla oczu, a uzdrowienie staje się znakiem. Jezus ogłasza tytuł „Syn Człowieczy” (ho huios tou anthrōpou) i mówi o władzy (exousia) odpuszczania grzechów „na ziemi”. Tytuł prowadzi do Dn 7, gdzie Syn Człowieczy otrzymuje panowanie od Boga. U Marka brzmi też skromnie, bo Jezus mówi o sobie w trzeciej osobie.
Następnie zwraca się do paralityka: „Wstań, weź swoje łoże i idź do domu”. Marek nazywa to łoże (krabattos), prostą matą ubogich. Chory wstaje natychmiast. Łoże, które go niosło, staje się znakiem wolności. Człowiek przechodzi przez tłum, a wszyscy wielbią Boga. Zdumienie przeradza się w modlitwę: „Nigdy jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego”.
W tej scenie choroba nie zostaje utożsamiona z winą, a przebaczenie nie zostaje odłączone od ciała. Jezus dotyka całego człowieka. Psalm 103 łączy przebaczenie z uzdrowieniem i opisuje je jako jedno miłosierdzie. Grzech w Biblii oznacza zerwanie więzi, a odpuszczenie oznacza powrót do komunii. Wspólnota niesie chorego, a Jezus stawia go na nogi i oddaje mu dom.
