Reklama

Wiadomości

Polskie drogi

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

O świcie w środku obcego miasta nagle ogarnia cię paniczny lęk: Czy sobie poradzę? A potem składasz dzień do dnia jak klocki. Jest coraz lżej. Dzień za dniem, zmierzch za zmierzchem, aż bezsenne noce coraz mniej dokuczają. Nie prześladują blade ze strachu poranki. Dojrzewa myśl o ściągnięciu tu rodziny. I wtedy z sezonowego robotnika stajesz się emigrantem...

Co się stało z naszą klasą?

Kolejny raz nie udało im się zorganizować spotkania klasy maturalnej. Odliczyli się dopiero w Internecie i urządzili sobie spotkanie po latach on-line. Pytanie podstawowe brzmiało jak tytuł piosenki Jacka Kaczmarskiego: Co się stało z naszą klasą? Kiedyś potrafili zaśpiewać wszystkie zwrotki. Hymn ich pokolenia, maturzystów z końca XX wieku, którym emigracja wyreżyserowała życie. Z 25-osobowej klasy 16 zostało w Polsce, reszta spakowała walizki. Jarek i Jola mieszkają w USA. Włodek i Marta w Anglii, podobnie jak Mirka i Aśka. Beata odezwała się ze Szwecji. Bernard zalogował się w Szkocji, Jakub – we Francji.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Spotkania internetowe stały się ich zwyczajem. Przynajmniej raz na dwa, trzy miesiące rezerwują wieczór na rozmowy. Przez kilka godzin gadają o życiu na obczyźnie, o codziennej walce, wściekłości, tęsknocie lub jej braku. O nadziejach i marzeniach, że kiedyś uda się wrócić do kraju, ale na własnych warunkach.

Reklama

Bernard, absolwent Akademii Rolniczej we Wrocławiu, pracuje jako ogrodnik w szkockim zamku-muzeum: – Większość ludzi z mojej fali emigracji mówiła, że to tymczasowe rozwiązanie. Potem urodziły nam się dzieci. To one przyszpilają człowieka do miejsca. Nie ma mocniejszych lin. Po drugie – zarobki, na które nie ma szans w kraju. Jak sobie ludzie zaczynają przeliczać, to na powrót zdecyduje się naprawdę niewiele rodzin. A jeszcze teraz ten Putin... Oczywiście, większość z nas utrzymuje kontakt z krajem i to się nie zmieni. Jesteśmy w 100 procentach Polakami. Wychowujemy dzieci po polsku, ale do kraju, póki co, nie mamy zamiaru wracać...

Mirka, opiekunka socjalna na przedmieściach Liverpoolu; jej ojciec od połowy lat 70. ubiegłego wieku mieszka w Chicago: – Europejska emigracja, szczególnie ta po wejściu Polski do Unii, nie jest podobna do Polonii amerykańskiej. Do USA zwiewało się przed komuną. Potem przez dekady ludzie nie mogli wrócić do kraju. Z jednej strony mieli tę koszmarną żelazną kurtynę, z drugiej – służby imigracyjne, które tylko czyhały, by cię deportować. Te porwane rodzinne historie... Wiesz, w przypadku emigracji ważna jest świadomość odległości. Ja sobie tak to tłumaczyłam: jakbym mieszkała np. w Białymstoku, to jadę do domu na Śląsku dłużej, niż lecę samolotem z Luton do Pyrzowic. Rozumiesz? A Polonię amerykańską dzielą od kraju ocean i pół kontynentu. Nie przeskoczysz łatwo...

Reklama

Włodek, z wykształcenia biolog, zawód wykonywany – budowlaniec: – W takich krajach jak Anglia, Francja czy USA Polonia nie jest jednolitą grupą. Inni są Polonusi z okresu II wojny światowej i bezpośrednio po niej. Inni są ludzie z emigracji stanu wojennego, jeszcze inaczej ułożyło się emigrantom z lat 90. Ostatnie dwie fale emigrantów to czas po 2004 r. – i to jest ta megaróżnica. Przyjeżdżają coraz młodsi, lepiej wykształceni i pewni siebie. Nie mają żadnych kompleksów wobec Anglików. To nowy rodzaj Polaków, są trochę... kosmopolityczni. Zostaną tam, gdzie więcej zarobią. Proste. Ten pragmatyzm to jakiś nowy rys charakteru. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle z ich punktu widzenia. Ale Polska z pewnością traci na ich emigracji.

Emigracja jest dla ludzi

Beata, nauczycielka, od paru lat baristka w sztokholmskim bistro:

– Emigracja jest zjawiskiem normalnym w dzisiejszym świecie. Ludzie powinni mieszkać tam, gdzie chcą. To ich prawo. Europa jest otwarta, przyjazna, wielonarodowa. Gorzej, jeśli jest w emigracji element przymusu. Jak w moim przypadku. Panicznie bałam się wyjazdu. Zostałam jednak matką samotnie wychowującą dzieci i trochę nie miałam wyjścia. Dostałam propozycję pracy w Szwecji. Znałam angielski, więc chojrakowałam, że dam radę. Dzieci zostały u babci. I zaczął się koszmar. Pracowałam dniami, a nocami płakałam. W łazience nie zapalałam światła, bo nie mogłam patrzeć sobie w twarz. Czułam się jak tępa maszyna do zarabiania pieniędzy, żeby dziewczynki chodziły do dobrej szkoły, żeby nie czuły się gorsze. W pewnej chwili dotarło do mnie, że lecę w dół, że tracę bezpowrotnie coś, czego nie kupi się za żadne pieniądze – rodzinę, kontakt z najbliższymi, miłość... Ale wiedziałam, że nie mogę wracać. W geście desperacji ściągnęłam dzieci do Szwecji. Zaaklimatyzowały się, żyjemy tu spokojnie, choć Skandynawia jest dla nas obszarem kulturowo dziwnym. Czy planujemy powrót? Nieustannie. Ale, szczerze mówiąc, sądzę, że dziewczyny wrócą do Polski dopiero na studia.

Reklama

Aśka jako jedyna pracuje w wyuczonym zawodzie – jest fryzjerką na londyńskim Wood Green: – Historie, które człowiek słyszy w zakładzie fryzjerskim, to czasem gotowy scenariusz filmowy. Rozwody, eurosieroty, jakieś koszmarne sądowe batalie o majątek czy dzieci, alkoholizm, depresje. Druga strona medalu – cena za marzenia o lepszym życiu. Z moich obserwacji wynika, że gdyby w Polsce ludzie mieli pracę, godziwy zarobek i jakieś perspektywy, to sporo z nich natychmiast spakowałoby walizki i wróciło. Emigracja ma w sobie obcość, której praktycznie nie można się pozbyć. Jakby od prawdziwego życia dzieliła nas szklana szyba.

Jola, mama i żona z przedmieść Denver: – Czy religia jest ważna dla emigranta? Oczywiście. Nie słuchajcie tego, co czasem wypisują w polskiej prasie – że nowe pokolenie emigrantów jest religijnie obojętne. Kościół jest jednym z niewielu miejsc, gdzie możesz poczuć się jak w Polsce. Z własnego doświadczenia wiem, jak ogromnie ważne jest wsparcie w pierwszych tygodniach pobytu na obczyźnie. W wielu polskich parafiach taka pomoc dla nowo przybyłych jest działalnością oczywistą. Polonusi pomogli nam kiedyś z mieszkaniem, ze znalezieniem pracy, z ubezpieczeniem. Dziś my pomagamy innym, choć teraz znacznie mniej Polaków wybiera Stany. Pewne rzeczy się jednak nie zmieniają – szukamy siebie, języka, kultury, zwyczaju, wreszcie modlitwy. Ludzie ciągle potrafią jechać wiele kilometrów, żeby uczestniczyć we Mszy św. po polsku. To ładowanie akumulatorów, bez których jakby amputowano nam część duszy. Nie wolno zapominać o tym, co polski Kościół robi dla emigrantów.

Gdy rwie się ostatnia nić

– Nic mnie tu już nie trzyma – mówi Marek. Wychodzimy ze starego wiejskiego cmentarza. Wokół polska jesień, złota i rdzawa, z mgłą pełzającą blisko ziemi. – Nic mnie tu już nie trzyma... – powtarza. – Ostatnia nić zerwana.

Marek i Andrzej wyjechali do Anglii lata temu. Marek planuje wrócić do Polski na starość. Andrzej – zdecydowanie nie, bo już raz spróbował.

Reklama

– Niektórzy nie nadają się na emigrację. I nie chodzi tylko o barierę językową czy kulturową, a o osobowość. My z żoną też nieustannie tęsknimy... – wtrąca Andrzej. – I musimy z tą tęsknotą żyć. Zapłaciliśmy już bardzo konkretną cenę za pomysł powrotu. Skusiły nas zapewnienia polityków, że w kraju nastąpiła znacząca zmiana. Tymczasem nadal niełatwo jest prowadzić w Polsce działalność gospodarczą. Podatki i inne obciążenia są jednymi z najwyższych w Europie. O rozwoju firmy decyduje przypadek. Mieliśmy kłopoty z ZUS-em i urzędem skarbowym. Powiedzieliśmy sobie: „dość!” w sytuacji, gdy straciliśmy niemal wszystkie oszczędności. Postanowiliśmy wrócić do Londynu, żeby nie utknąć na bezrobociu.

Gdy kładliśmy wieniec z czerwonych róż na świeżej mogile mamy Marka, najstarszy wnuk pani Marii, Wojtek, ukląkł na ziemi i pogłaskał szarfy, jakby w czułym geście pożegnania. Dziewczynki, wnuczki, cała ruda trójka stała z tyłu, trzymając się kurczowo za ręce.

– Trzeba sprzedać dom. Pozamykać sprawy – słyszę za plecami szept młodszego syna Marii, Andrzeja. – A gdzie będziemy przyjeżdżać na święta i na wakacje? – pyta Wojtek, dla którego nagle podwójnie bolesna staje się sprawa odejścia babci. Traci nie tylko ukochaną osobę – znika także część krajobrazu jego dzieciństwa. Rude główki zbijają się jeszcze ciaśniej.

Z rodziny Jasińskich nie został w Polsce już nikt.

Z 17 na 18 października br. odbywa się na Jasnej Górze noc czuwania w intencji polskich emigrantów i ich duszpasterzy. Mottem spotkania są słowa św. Jana Pawła II, wypowiedziane do rodaków 4 czerwca 1979 r.: „Serce Matki ogarnia każdego i wszystkich, wszędzie i zawsze”.

2014-10-14 15:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Testament do wypełnienia

Jedni przyjeżdżają do Polski z wiedzą i świadomością patriotyczną, jakiej nie mają Polacy w naszym kraju, inni uczą się ojczyzny swoich dziadków czy pradziadków dopiero na miejscu

Julka Bernad pochodzi z Siemianówki k. Lwowa. Jej babcia nie zdążyła repatriować się po wojnie do nowej Polski - właśnie w tym czasie leczyła zniszczonego wojną brata. W latach 50. ubiegłego wieku Sowieci nie pozwolili jej już na powrót do ojczyzny. Siemianówkę zamieszkują głównie Polacy. Mówi się o niej „polska wieś”. Jest tu katolicki kościół. Obchodzi się wszystkie polskie święta. W domu Julki mówi się tylko w języku polskim. Język ukraiński, mimo że chodziła do ukraińskiej szkoły podstawowej i gimnazjum, zawsze był na drugim miejscu. Od dzieciństwa marzyła o Polsce. I wymarzyła… Pewnego dnia polski ksiądz w polskim kościele powiedział o naborze do szkoły w Polsce. - To była chyba największa radość, jaka mnie spotkała od urodzenia - mówi 16-letnia dziś Julka, uczennica warszawskiego Liceum Ogólnokształcącego Niepublicznego Kolegium św. Stanisława Kostki w Warszawie - jak brzmi pełna nazwa szkoły prowadzonej pod auspicjami Oddziału Warszawskiego Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców.
CZYTAJ DALEJ

Efekt Leona we Francji: więcej modlitwy, formacji i powołań

2026-10-08 17:42

[ TEMATY ]

Francja

powołania

Papież Leon XIV

@Vatican Media

Papież Leon XIV

Papież Leon XIV

Otwieramy nowe szkoły modlitwy, będzie więcej rekolekcji i dni skupienia – mówi ordynariusz diecezji Saint-Denis, gospodarz spotkania Leona XIV z młodzieżą na Stade de France. Kościół we Francji wyciąga wnioski z tego, co wydarzyło się podczas wizyty Ojca Świętego. Okazało się, że Francuzi pragną powrócić do źródeł. Wizyta Papieża zadziałała jak katalizator dla tego głębokiego pragnienia odnowy.

Bp Étienne Guillet podkreśla, że wizyta Leona XIV we Francji okazała się prawdziwym zesłaniem Ducha Świętego. Najwyraźniej przejawiało się to właśnie w Saint-Denis na wieczornym czuwaniu z młodzieżą. „Widziałem płomienie Ducha Świętego w sercach i duszach: pokój, radość, pragnienie jedności, chęć zaangażowania się, odwagę i śmiałość w dawaniu świadectwa. Pokój i radość, które nadal trwają niczym trwała woń są znakiem Ducha Świętego” – zapewnia ordynariusz diecezji Saint-Denis w wywiadzie dla tygodnika France Catholique.
CZYTAJ DALEJ

Jedyny taki kraj na świecie. Boże Narodzenie w Wenezueli zacznie się w listopadzie

2026-10-09 17:19

[ TEMATY ]

Boże Narodzenie

handel

Wenezuela

pixabay/Alexas_Fotos

Tymczasowa prezydent Wenezueli Delcy Rodríguez ogłosiła, że w tym roku ​​święta Bożego Narodzenia oficjalnie rozpoczną się 1 listopada. Informację tę podała sama Rodriguez podczas otwarcia 82. dorocznego zgromadzenia Fedecámaras (Wenezuelskiej Federacji Izb Handlowych). Jak wyjaśniła, powodem tej ​​decyzji jest chęć pobudzenia aktywności gospodarczej oraz wywołanie radości wśród obywateli.

Różnica w stosunku do lat ubiegłych jest taka, że w tym roku Boże Narodzenie jest... opóźnione. Delcy Rodriguez zerwała bowiem z tradycją swego poprzednika Nicolása Maduro, który w poprzednich latach (w 2024 i 2025 roku) dekretował datę rozpoczęcia świąt na 1 października.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję