Reklama

Sztuka

Anna German z bliska

Od kiedy pamiętam, czyli od zawsze, Anna German, była mi ogromnie bliska. Nie wiem dlaczego. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć. Po prostu była. Jej osobowość, jej czar urzekły mnie, kiedy byłem bardzo młodym chłopcem. I to zauroczenie nieprzerwanie trwa do dziś.

Niedziela Ogólnopolska 18/2013, str. 38-39

[ TEMATY ]

muzyka

pl.wikipedia.org

Anna German

Anna German

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Być legendą za życia to marzenie wielu artystów. Udało się to Annie German, chociaż wcale o sławę nie zabiegała. Znano ją i podziwiano w wielu krajach świata, w kilku wydano płyty. Ta znakomita, obdarzona wspaniałym głosem wokalistka uchodziła za wielce romantyczną dziewczynę.

„Ta gwiazda nie przestaje świecić”

Reklama

Otrzymała od natury cenne bogactwa: wielki twórczy talent, wybitną inteligencję, wszechstronne wykształcenie, mrówczą pracowitość, wysoką kulturę duchową i towarzyską. A wszystko to oparte na idealnych warunkach zewnętrznych: wysoka, jasnowłosa, o żywej twarzy, ukazującej z nieodpartą, sugestywną siłą najsubtelniejsze odcienie drgań jej duszy. Była uosobieniem szlachetności, dobroci i delikatności uczuć, a w muzyce – pieśniarką o pięknym, wzruszającym, ciepłym głosie. Wszystkie te wartości, w doskonałych proporcjach zestawione w osobowości Anny German, uczyniły z niej czołową, wielką artystkę w skali niemal całego świata. Była i jest nadal muzą dla wielu poetów. Choć od jej śmierci mija 31 lat, pamięć o niej wciąż trwa, a piosenki nadal brzmią –„ta gwiazda nie przestaje świecić”. Jej liryczny rozpoznawalny głos, słowiańska uroda sprawiły, że ci, którzy jej nie znali, przypisują jej cechy wręcz patetyczne. Tymczasem z natury była osobą wesołą, dowcipną i gdy tylko gdzieś się pojawiała, z miejsca stawała się duszą towarzystwa. Nie myślała o sobie jako o gwieździe. Ale i tak wielbiciele tak ją traktowali.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Moje pierwsze zauroczenie

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem na szklanym ekranie wysoką dziewczynę o płowych, długich i gęstych włosach, która zaśpiewała „Człowieczy los” – po prostu mnie zamurowało. Czystość intonacji i ta cudowna barwa głosu, subtelność dynamiki, do tego płynęły od niej jakieś dobre wibracje. To było w świątecznym „Tele-Echu” Ireny Dziedzic, 26 grudnia 1969 r. o godz. 18.40. Poznaliśmy się 2 lata później podczas jej koncertów w moim rodzinnym Toruniu. Od tego zaczęła się nasza wieloletnia znajomość, a może nawet przyjaźń. Bywałem na wielu jej koncertach w kraju i za granicą – starałem się być wszędzie tam, gdzie śpiewała i gdzie mogłem jej posłuchać oraz choć chwilę z nią porozmawiać.

Pisali dla niej najlepsi rosyjscy autorzy

Reklama

Anna German znana była na wszystkich kontynentach. Szczególnie często występowała u naszych wschodnich sąsiadów. Trudno się dziwić. Jej popularność była tam przeogromna. Traktowano ją jak królową, przyjmowano jak boginię. Stała się czymś w rodzaju mitu. W byłym ZSRR osiągnęła wszystko, o czym może pomarzyć artysta estradowy. Czasem tylko narzekała, że musi dziennie śpiewać 3 albo 4 recitale. Bywało, i to często, że jeszcze nie skończył się jeden występ, a już czekała publiczność na kolejny. Anna German nie schodziła ze sceny 6-8 godzin dziennie. Jak przylatywała do Moskwy, wszystko było dopięte na ostatni guzik. O nic nie musiała się martwić ani zabiegać. Trasa koncertowa, studia nagrań, radio i telewizja czekały na nią. Do tego miała prawo wyboru piosenek do nagrań. Dla naszej pieśniarki pisali i komponowali najlepsi rosyjscy kompozytorzy, poeci i autorzy tekstów. No i gaże za koncert miała najwyższe. Z koncertów w Związku Radzieckim żyła w Polsce. A jej kariera tu, u siebie w kraju?
Kiedy w 1986 r., już po śmierci artystki, Tamara Smirnowa podczas badań w obserwatorium na Krymie odkryła mały asteroid krążący na orbicie między Marsem a Jowiszem, zaproponowała dla niego nazwę „Anna German”. Nazwę tę zatwierdziło Międzynarodowe Centrum Planetarne w Cambridge w USA.

Jej piosenki brzmiały przez uchylone okna

W połowie lat 70. ubiegłego wieku wybłagałem moją mamę, by pozwoliła mi jechać na wycieczkę pociągiem przyjaźni do byłego Leningradu, i, oczywiście, by ją sfinansowała. Nie pojechałem tam, by zwiedzać zabytki – to było zdecydowanie na dalszym planie. Pojechałem dla Anny German, chciałem sam zobaczyć, przekonać się, jak to jest z jej popularnością w Związku Radzieckim. Tak dużo słyszałem w Polsce na ten temat… Nie da się do końca opisać, jak „rosłem” z dumy, że my, Polacy, mamy Annę German. Wszędzie – dosłownie wszędzie – wszyscy ją znali i o niej mówili. Jej piosenki brzmiały przez uchylone okna mieszkań. W radiu puszczali jej przeboje. Płyty były niemal w każdym sklepie. Kilka z nich kupiłem i przywiozłem do Polski. Cieszył mnie fakt, że większość ludzi doskonale znała biografię Anny German. Sporo i ja się dowiedziałem, choć uważam się za – w pewnym sensie – znawcę tego tematu. Wróciłem do Polski uskrzydlony, szczęśliwy i pełen emocji… Nigdy tego nie zapomnę!

Wspólny obiad

Reklama

Nie zapomnę także wizyty u Anny German, gdy byłem zaproszony na obiad, który sama przygotowała. Był rok 1976, Anna German od kilku miesięcy była szczęśliwą mamą Zbyszka. Po obiedzie wybraliśmy się z jej małym synkiem na spacer. Mieszkała wtedy w Alejach Reymonta, nieopodal mieściło się stare lotnisko. Moje zdziwienie było duże, kiedy z wózkiem z dzieckiem, kocem, jedzeniem dla Zbyszka, napojami, przechodziliśmy przez dziurę w płocie na polanę z zieloną soczystą trawą, tonącą w polnych kwiatach… Taka była Anna German. Nic z gwiazdorstwa, pozy, udawania… Zwyczajna kobieta, córka, matka i żona.

Gotowy scenariusz filmowy

Śpiewała od serca do serc ludzi. Była prawdziwa w swym wokalnym przesłaniu. Większość piosenek z repertuaru Anny German to czysta liryka i poetycka zaduma nad sensem ludzkiego życia, a przecież to obchodzi każdego z nas. I co ciekawe – piosenki German trafiały i trafiają do słuchaczy wszystkich pokoleń, także tego najmłodszego, o którym zwykle się sądzi, że fascynuje go wyłącznie rock. Całe życie Ani to gotowy scenariusz filmowy. W jej życiu nie było miejsca na odpoczynek, nawet wtedy, gdy w ostatnich latach życia dolegliwości choroby nowotworowej nasilały się – poleciała do Australii. Jej nagrania nie stały się archaiczne, oparły się zmieniającej się modzie i z całą pewnością są ponadczasowe.

Uskrzydlała innych

Reklama

Dla mnie Ania była zjawiskiem w światowej muzyce. Obca jej była zazdrość czy zawiść lub układy… Nie znosiła kwiecistej mowy. Z nikim nie rywalizowała. Każdy swój występ traktowała niezwykle poważnie. Potrafiła godzinami ćwiczyć przed spotkaniem z publicznością i nieważne, czy był to wielki koncert, czy 3 piosenki wykonane okazjonalnie. Jej wielka dokładność i konsekwencja w działaniu budziły prawdziwy podziw i często wprowadzała w stan zakłopotania ludzi nieprzyzwyczajonych do solidności i oddania temu, czym się zajmują. Była radosna, skromna i życzliwa ludziom. Nie lubiła mówić o sobie. Uwielbiała obdarowywać przyjaciół prezentami, pisała do nich zabawne liściki. To była kobieta z ogromną klasą, o zniewalającym spokoju i skromności. Na spotkanie z Anną German szło się w nagrodę, by ogrzać się jej obecnością. Szło się może przede wszystkim po to, by poczuć się lepszym człowiekiem. Tak, lepszym – bo nawet jeśli sposób mówienia Anny, jej postawa nas onieśmielały, to jednak po wyjściu ze spotkania z nią człowiek czuł się uskrzydlony, a problemy, z którymi do niej przyszedł, po rozmowie z nią stawały się naprawdę nieważne, błahe…
Ulubioną piosenką, której ciągle słucham i która towarzyszy mi od lat, jest „Nie żałuj”. Słucham jej w chwilach szczęścia i gdy jest mi przykro. Zamykam oczy i słucham. Gdy marzę i tęsknię, także słucham: „...nie żałuj, nie trzeba się roztkliwiać, bo w życiu tak już bywa…”. Ta interpretacja to porywające i przekonujące wyznanie. Wierzę Annie German, wierzę jej wszystkim piosenkom, które po sobie pozostawiła. Jest mały wyjątek – na wspomnianej płycie jako ostatnia piosenka jest: „Wszystko w życiu ma swój kres”. Tej nie słucham… Nie wiem, czy to nie świadczy o jakimś przeczuciu.
Wymienione utwory Anna German nagrała na swoją ostatnią płytę długogrającą LP, dla Polskich Nagrań, w czerwcu 1978 r.

„Człowieczy los nie jest bajką ani snem”

Można powiedzieć, że sierpień był dla Anny German miesiącem szczególnym. W sierpniu w latach 60. zaczynała śpiewać dla szerokiej publiczności. 27 sierpnia 1967 r. w Viareggio odebrała nagrodę Oscara Della Simpatia, przyznaną dla najsympatyczniejszej artystki zjazdu gwiazd scen całego świata. Następnego dnia miała tragiczny wypadek samochodowy na autostradzie we Włoszech, po którym 12 dni leżała nieprzytomna.

8 miesięcy spędziła w skorupie gipsowej od stóp do głowy, walcząc o życie.

Na scenę wróciła dopiero po 3 latach. Całkowicie odmieniona, naznaczona piętnem tragicznych przeżyć. Kiedy pierwszy raz od wypadku zaśpiewała „Być może”, ludzie na widowni w warszawskiej Sali Kongresowej płakali. Wróciła! Znów mogła wypełnić kalendarz terminami koncertów. Wyszła za mąż za inżyniera Zbigniewa Tucholskiego, urodziła syna, miała dom, pracę, którą kochała – była znów szczęśliwa, ale, niestety, nie na długo…

Śpiewała piosenki ambitne, z dobrym tekstem. Czasem jej wybór repertuaru nie był dla niej korzystny, ale od początku swojej kariery doskonale wiedziała, co chce śpiewać i była w tej kwestii konsekwentna.

Jej mottem życiowym były słowa jednej z jej najlepszych piosenek: „Człowieczy los nie jest bajką ani snem. Człowieczy los jest zwyczajnym szarym dniem”. Ta pieśń, jak żadna inna z jej repertuaru, nad podziw zgodnie koresponduje z jej życiorysem, zakończonym 25 sierpnia 1982 r., po walce z ciężką chorobą.

Znikła, ale żyje

Reklama

Odeszła cicho w trudnych dla Polski czasach, w roku swojego jubileuszu 20-lecia pracy artystycznej i 15 lat po tragicznym wypadku we Włoszech. Dorobek twórczy Anny German, pieśniarki, kompozytorki, dziennikarki i aktorki, dokonany w tak krótkim życiu – miała zaledwie 46 lat – pozostał trwałą wartością: wartością wszystkich miłośników jej sztuki…

Patrzę na jej fotografie, słyszę jej głos – w moich myślach przesuwają się jak w filmie sceny z koncertów i spotkań. Pamiętam dokładnie nasze nocne rozmowy telefoniczne i to ostatnie spotkanie wiosną 1980 r. w Moskwie, kiedy piękniejsza niż kiedykolwiek czekała w holu hotelu „Rosja” na autobus wiozący ją na koncert do Sali Kremlowskiego Pałacu Zjazdów. Nic nie wskazywało wtedy, że jest nieuleczalnie chora...

Towarzyszyłem Annie German w jej ostatniej ziemskiej drodze, jak tysiące jej fanów. Przyniosłem na pożegnanie róże, które tak kochała i o których tak pięknie śpiewała w piosence „Księżyc i róże”. Róże są piękne, delikatne, pachnące, ale żyją krótko. Anna również zbyt szybko odeszła, była na ziemi chwilę, jakby w biegu, w przelocie, zajaśniała i znikła... Znikła, ale żyje przecież nadal w nagraniach, teledyskach, filmach, które po sobie pozostawiła i którymi wszystkich nas tak hojnie obdarowała. Kto ceni w pieśniach klasę i wrażliwość, powinien o Ani pamiętać.

2013-04-29 11:25

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wznieśli do Nieba głos

Niedziela wrocławska 26/2019, str. 4

[ TEMATY ]

muzyka

Radek Mokrzycki

Zanim staną na scenie, muzycy muszą uczestniczyć w wielu próbach

Zanim staną na scenie, muzycy muszą uczestniczyć
w wielu próbach

„Idź za dźwiękiem!” – doradziła mi Ola Wilk z Wrocław Wielbi, gdy wybrałam się na próbę chóru przed koncertem wNieboGłosy. Trafiłam. Ich muzyka urzeka. Urzekająca jest także postać dyrygentki chóru, energicznej Sary Nestorowicz, która zawodowo szkoli głosy chórzystów.

WANDA MOKRZYCKA: – Co powoduje, że po raz trzeci w Boże Ciało stanęliście na scenie na placu Wolności?
CZYTAJ DALEJ

Bp Lechowicz na Monte Casino: Dzisiaj wszyscy ubolewają nad podziałami. Ale brakuje konkretnych czynów

2026-05-18 19:10

[ TEMATY ]

bp Wiesław Lechowicz

podziały

Monte Casino

konkretne czyny

PAP

Ordynariusz polowy WP bp Wiesław Lechowicz podczas polowej Mszy świętej na Polskim Cmentarzu Wojennym pod Monte Cassino

Ordynariusz polowy WP bp Wiesław Lechowicz podczas polowej Mszy świętej na Polskim Cmentarzu Wojennym pod Monte Cassino

- Dzisiaj wszyscy ubolewają nad niszczącymi odporność społeczną i bezpieczeństwo Polski podziałami, ale brakuje konkretnych czynów. Monte Cassino woła o takie czyny, które mają na celu dobro wspólne naszej Ojczyzny - mówił bp Wiesław Lechowicz podczas Mszy św. polowej sprawowanej 18 maja na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino w 82. rocznicę bitwy. Po zakończeniu Mszy św. na Monte Cassino odbył się apel pamięci. W uroczystościach wziął udział prezydent Karol Nawrocki z małżonką.

W homilii biskup polowy nawiązał do wizyty św. Jana Pawła II na Monte Cassino w 1979 r. i przytoczył jego słowa:
CZYTAJ DALEJ

Prezydent odznaczył ks. Grzegorza Kota Srebrnym Krzyżem Zasługi

2026-05-19 12:01

[ TEMATY ]

odznaczenie

Srebrny Krzyż Zasługi

Prezydent RP Karol Nawrocki

ks. Grzegorz Kot

Jerzy Zygadło / PUW Rzeszów

Ks. Grzegorz Kot

Ks. Grzegorz Kot

Ks. Grzegorz Kot, prezes Fundacji „Pomagam, bo Kocham” im. bł. ks. Władysława Findysza, diecezjalny duszpasterz trzeźwości i osób uzależnionych, proboszcz parafii pw. św. Stanisława, Biskupa i Męczennika w Rzeszowie, został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi nadanym przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Karola Nawrockiego. Uroczystość wręczenia odznaczeń państwowych i resortowych odbyła się w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie.

Odznaczenie wręczyła Teresa Kubas-Hul, Wojewoda Podkarpacki, podczas uroczystości z udziałem osób wyróżnionych za działalność społeczną, charytatywną, publiczną i kulturalną.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję